Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
wtorek, 23 kwietnia 2019

Znajdziecie mnie tu:

www.mamabezcukru.home.blog

08:50, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 marca 2019

Czas Bloxa nieuchronnie się kończy. To miejsce było moim pamiętnikiem, miejscem które było jak mój dom. A jednak coś się kończy. Jest mi przykro,żal. Ale może czas na nowe,trochę inne. Sama nie wiem. 

Jeśli będziecie chcieli mnie czytać lub podac mi swoje nowe miejsce napiszcie:ms.blond@gazeta.pl.

Dzięki za wspólne lata.

19:32, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lutego 2019

Niemąż za dużo pracuje. Wstaje bladym świtem i robi nadgodziny. Wraca wieczorem bo znowu nadgodziny. I dodatkowe soboty. Wiem że chce zarobić żebyśmy jak najszybciej uzbierali potrzebną nam sumę ale nie mam z niego po południu żadnego pożytku. Mówię mu,że się przepracowuje,że jak dostanie jakiegoś zawału to mi w ogóle nie pomoże w niczym. Że się martwię o niego. To mi obiecuje że wyjdzie z pracy normalnie. Albo że jedna sobota w miesiącu wolna. Ale kończy się tym że wraca wieczorem padnięty. Je obiado-kolacje. Chwilę pobawi się z małym i się kładzie. Mały ogląda jeszcze bajeczki a tatuś już chrapie. Niewiele rozmawiamy. Jak ja się kładę mruknie mi tylko dobranoc kochanie i tyle go widziałam.

Ktoś mi podmienił chłopa? W gorszych czasach byłam ta zła, że go wyganiam do pracy. Och jakie były awantury że zasypia do roboty. A teraz? Odwrotnie.

Ktoś by powiedział-ma kochankę. Ale on by nie miał sił na kochankę. On ma mało sił na mnie w co dopiero jakąś inną baba :D

Ja wiem, że on mi teraz rekompensuje ten czas, kiedy nawalał, kiedy nie mogłam na niego liczyć, kiedy żyliśmy z mojej pensji i jego kilku stów dosłownie. Teraz jest inaczej. I on jest z tego dumny, że tyle zmienił. Poza tym chyba ta praca sprawia mu satysfakcję. Ktoś tam w niego uwierzył, dostrzegł potencjał i on czuje się doceniony. Wstaje przed budzikiem i idzie do pracy z uśmiechem na ustach. Wraca zmęczony ale szczęśliwy.

08:10, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lutego 2019

Alergia znowu mnie rozkłada. Kaszel pojawił się nagle nie wiadomo skąd. Rano duszności wyganiają mnie z łóżka, wieczorem nie dają żyć. Jak wezmę leki, w ciągu dnia nieźle funkcjonuję. W przyszłym tygodniu wizyta u pulmonologa, na którą czekam od września. Zobaczymy.

Weekend minął jakby go nie było. Sobota rozbabrana, sprzątanie, szybki spacer z dzieckiem. Wieczorem pojechaliśmy do kina na Planetę Singli 3. Film bardzo zabawny. Nie poszliśmy na żadną kolację, tylko po seansie pognaliśmy do domu. Mały płakał za nami okropnie. Cóż było robić. Syn ważniejszy. Niemąż wpadł w podły nastrój, pokłócił się ze mną o jakiś drobiazg. Wybuchnął zupełnie nieadekwatnie do sytuacji. Nie wiem, może był zły, że zamiast jakiegoś programu, filmu, czekolowiek, znowu musimy oglądać bajki. Że nie mamy więcej przestrzeni. Z tej kłótni wyszła prawie awantura. Poszliśmy spać pokłóceni. Rano niemąż przepraszał mnie za ten wybuch. Ale zła byłam na niego cały poranek.

Po obiedzie u teściowej pojechaliśmy na salę zabaw z młodym. Rodzina niemęża nie miała ochoty jechać z nami. Chociaż dzień wcześniej ustalaliśmy wspólnie ten wypad. A tu nagle, że nie, bo nudy, bo dzieci już wyrosły, bo wczoraj byli na trampolinach i nie mają już ochoty na nic. Proponowałam im, bo kręgle, bilard bo można wspólnie spędzić czas a dzieci nie muszą skakać w kuleczkach. Młoda się wygadała że przecież mieli iść na spacer z ciocią X.To od razu wiedzieliśmy skąd ta nagła zmiana planów. Xsy i oni trzymają się razem. Bliżej niż z własnym bratem. Siostra niemęża co prawda wybrnęła z niezręcznej sytuacji i zaprosiła nas na ten wspólny spacer i kawę, ale niemąż się zaperzył i mnie też się odechciało tego kółka wzajemnej adoracji i pojechaliśmy tam gdzie mieliśmy zaplanowane.

Nie. No cóż. Nic na siłę. Znowu zostaliśmy sami. Młody tylko płakał bo chciał pobyć z kuzynostwem. Znowu poczułam się jak człowiek gorszego sortu. Nie te progi widocznie.

Wróciliśmy do domu wieczorem. Zjedliśmy kolację, młody oglądał swoje bajki, ja czytałam książkę a niemąż oglądał Przyjaciół na telefonie. Zleciał wieczór, nie wiadomo kiedy.

I tylko niesmak pozostał.

Mój brat, snob, przyjeżdża do matki tylko wtedy kiedy chce pochwalić się nowym autem. Rodzina niemęża, która traktuje nas tak, a nie inaczej. Jak żyć?

09:29, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 lutego 2019

Nie lubię wyrzucać jedzenia. Często robię posiłki z tego co mi zalega w lodówce. Jakieś kotlety,zapiekanki,dania z patelni. Czasami wychodzą z tego bardzo sensowne rzeczy. Dziś robię pierogi z mięsa z rosołu. Zbierałam w zamrażalniku z kilku rosołów. Zmieliłam. Dodałam szpinak,podsmażoną cebulkę , wszystko  jeszcze podsmażyłam,doprawiłam i będzie pierogów na 3 dni.

Ale jednego nie znoszę-dojadać. A że nie lubię wyrzucać to dojadam.  Kawałek pizzy z piątku,niedojedzona przez małego bułka z serem, reszta sałatki. I moje silne postanowienie pt.Dieta idzie w łeb. 

Muszę chyba zmniejszać porcję,które gotuje. Bo za dużo zostaje. Albo nauczyć się wyrzucać?

Już i tak mniej wydaje na jedzenie bo planowanie posiłków idzie nam coraz lepiej to jednak gdzieś nadalpopełniam błąd.

11:07, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 lutego 2019

Miało nie być walentynek. To znaczy mieliśmy sobie nic nie kupować.Zamówiliśmy bilety do kina na sobotę w ramach świętowania. Ale ja już rano postanowiłam że zrobię domownikom małe upominki. Po prostu nie moglam odmówić sobie tej przyjemności. Kupilam drobne prezenty dla niemęża, syna i dla mamy i dałam im po południu. Tak niewiele a zrobiło fajny dzień.

Od syna dostałam piękną laurkę z sercem i napisem MAMA i kwiatkiem. W środku były literki które Maks umie napisać. Powiedział że to książka dla mnie. Urocze i cudowne. Dzieci są wspaniałe.

A od niemęża dostalam bukiet róż. Oklepane? Wcale nie. Lubię dostawać kwiaty. Niemąż robi klasyczne prezenty -kwiaty i biżuteria. A ja to właśnie lubię. Całe lata nikt o mnie nie dbał więc teraz takie drobne gesty wiele dla mnie znaczą. Sam fakt że wydał swoje zaskórniaki na kwiaty dla mnie to już spory wyczyn :-)

Wieczorem zrobiłam popcorn i rozsiedliśmy się całą trójka na kanapie oglądając Auta 3. Patrząc na moich chłopaków pomyślałam że tego właśnie chciałam. Że o to właśnie chodziło. 

07:28, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lutego 2019

U nas nadal problemy laryngologiczne. Dwukrotnie byliśmy u laryngologa w krótki odstępie czasu. Dostał tylko leki donosowe, bo zapalenia nie ma. Dwa dni spokoju i kolejny ból. Potem znowu kilka dni spokoju i ból innego ucha. Dziś noc nieprzespana, ból, krzyk. Wizyta kontrolna u laryngologa zaplanowana na 3 tygodnie. Dzwonię do przychodni, pan doktor się rozchorował. I co tu robić. Pojechałam z małym do pediatry. Dostaliśmy antybiotyk.

Trochę opadłam z sił, bo miałam wrażenie, że nie potrafię pomóc własnemu dziecku. Alergia go wykańcza, wiem, że w perspektywie ma branie sterydów. Nos ciągle zapchany, zatoki zawalone, opuchnięte, śluzówka nosa przesuszona. Pani doktor wspominała, że jeśli tego nie opanujemy dotychczasowymi lekami, będzie trzeba wprowadzić sterydy. Obie chciałyśmy tego oszczędzić. Aż się boję następnej wizyty u alergologa.

Rozważamy kupno oczyszczacza powietrza. Nie wiem jak mam pomóc dziecku. Walka z roztoczami to jak walka z wiatrakami. Nie do wygrania.

13:34, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 lutego 2019

Młody lubi przynosić z podwórka jakieś kamyczki albo patyki. Ostatnio już tych kamyczków kilka się zebrało. Nie rozumiem tego fenomenu do dziś.

- Co to jest? - pytam, wskazując palcem na leżące na półce kamienie.

- Mariany- odpowiedział pewnie młody. I dodał - A... i jeden Piotrek.

Marian dostał też na imię jeden patyczek znaleziony w drodze powrotnej z przedszkola. Leżał ten Marian z kredkami w pudełku, trochę się wałęsał po stole. Babcia chciała tego Mariana w końcu wyrzucić. Ale młody podniósł alarm, że to jego Marian i najlepszy na świecie patyk. I nie pozwolił wywalić.

Wczoraj Marian się złamał w małych rączkach.

- O, co się stało Marianowi ?- biadolę nad losem nieboraka, a w duchu cieszę się, że go zaraz wyrzucę.

- To jest Marian i Karolina - objaśnił nagle mały- najlepsi przyjaciele.

I tak jak z żebra Adama powstała Ewa, tak z patyka Mariana powstała Karolina. Dwa najlepsze patyki.

I niech mi ktoś powie, po co dzieciom drogie zabawki?

09:37, ms.blond
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 stycznia 2019

W styczniu przeczytałam tylko dwie książki! Aż sama w to nie wierzę. Miewam jednak taki okres, kiedy czytanie nie wychodzi mi najlepiej. I akurat tak wypadło. Nie wiem, może jestem przemęczona, może stres nie pozwala mi się skupić na lekturze. Czytanie od zawsze stanowiło dla mnie sposób na relaks i ciekawe spędzenie czasu. Ale czasem po prostu nie wychodzi. Mam nadzieję, że to minie, bo kolejka ciekawych pozycji się wydłuża. Zaczęłam Chyłkę i chciałabym przeczytać też drugą część. Trzy ostatnie części sagi Poldark stoją na mojej półce. Parę jeszcze innych, równie ciekawych pozycji mam w czytniku, przesłane przez znajomego z pracy. No nuda mi nie grozi. Żeby tylko czytanie dobrze szło.

Młody poszedł w końcu do przedszkola, chociaż w sobotni wieczór znowu bolało go ucho. Nie mam już siły. Laryngolog go oglądał, leki zadziałały i wszystko było dobrze. A tu nagle ból. Niedziela była już spokojna, wczorajszy dzień także. Więc sama nie wiem co myśleć. Zaczynam podejrzewać że to może jednak zęby, może mu wychodzą 6tki? Zapisałam go do dentysty i za tydzień mamy wizytę. Pierwszą w jego życiu. Mój syn to klasyczny histeryk, więc będzie masakra przy zwykłym przeglądzie. Ale w końcu musi do tego dojść. Mały nie lubi słodyczy, nie pije słodkich napojów, tylko od czasu do czasu, pięknie myje zęby, ale przecież może i tak coś się tam dziać. Będę spokojniejsza, jeśli to sprawdzę.

Finansowo styczeń wypadł kiepsko. Za dużo wydatków. Leki. Rachunki. Styczeń zawsze daje po portfelu. Niemąż się poprawił. Patrzę na niego z ukosa, obserwuję.  Dużo pracuje, wraca zmęczony. Gdy je obiad młody już nad nim stoi: tata, zjadłeś?chodź się bawić. Ostatnio udało nam się wyrwać do kina i na kolację. Było miło, ale po powrocie do domu padliśmy zmęczeni i usnęliśmy. Brakuje mi trochę emocji między nami. Gdzieś coś w tej codzienności się gubi w gąszczu problemów i zadań do wykonania.

10:23, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 stycznia 2019

Młody znowu ma zapalenie ucha. Wczoraj udało nam się dostać do laryngologa prywatnie. Oczywiście musiałam naruszyć to co udało mi się odłożyć. Wiadomo, takie sytuacje zdarzają się zawsze gdy masz minus na koncie. Pediatra nie była pewna, przyznała że po prostu się nie zna. Z zapaleniem ucha się nie żartuje. Dziecko dostało leki, sytuacja opanowana. Nawet mi tych pieniędzy nie szkoda. Dziś dostalibyśmy się państwowo, ale bałam się nocy. Wiadomo ból ucha to nie jest małe miki. Jeśli mogę zaoszczędzić dziecku cierpienia, zrobię to bez wahania.

W przedszkolu miał być dzień babci, wierszyk przygotowany i babcie umówione. A tu klops. Dobrze, że w niedzielę i dziadek i obie babcie dostały od Maksa prezenty i kwiaty.

Szkoda mi go, bo go wszystko omija, bale, choinki. Ciągle chory. Ciągle siedzi w domu, bawi się sam albo z nami. Niemąż tylko wchodzi w drzwi, nie ma nawet mowy, żeby w spokoju zjadł. Syn już nad nim stoi i woła do zabawy. Trudny los jedynaka. Brat przyjeżdża tylko w weekendy i to dla nich obu za mało, żeby się sobą znudzić.

10:44, ms.blond
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31