Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
poniedziałek, 15 października 2018

W domu sytuacja do bani. Jesteśmy chorzy już trzeci tydzień. Tylko niemąż jest zdrowy, może dlatego, że prawie nie ma go w domu, bo długo pracuje. Mają remont w firmie i wszystko stoi na głowie. Wraca do domu i w zasadzie jest nieobecny bo zmęczony zasypia zaraz po zjedzeniu posiłku. Spędzamy z małym samotne popołudnia, gdzie ja czuję jakbym miała za chwilę zejść. A muszę zapewnić dziecku rozrywkę, bo siedząc z babcią cały dzień ogląda TV lub YouTube na tablecie. Już mi wygadał, że babcia zabiera mu tablet jak ja wracam do domu, żebym nie widziała.

Awantura jaką zrobiłam spowodowała, że w domu panuje zima stulecia. Babcia obrażona na całego, nie dostrzega problemu dziecka uzależnionego od TV. Ja dostrzegam. Ale nie sądziłam, że mama mnie oszukuje.

Zdecydowanie lepiej, gdy mały jest w przedszkolu zamiast z babcią. Z miłości krzywdzi dziecko.

Często bywało tak, że wracałam do domu a on po powrocie z przedszkola siedział z tabletem. Czyli siedział już około godziny. Zwykle wtedy jestem ta zła, bo zabieram, bo nie pozwalam, bo on chce. Jest krzyk i płacz.

Mama nie wychodzi z małym na plac zabaw, bo w jej ocenie on sprawia trudności i problemy z powrotem do domu. Więc ja po powrocie z pracy wychodzę na różne spacery, przejażdżki itd. Robię wszystko, żeby uratować moje dziecko przed kochaną babcią. Bo babcia nie wstaje sprzed TV, ogląda non stop.  Nie ma żadnej aktywności, nie spotyka się z koleżankami, nie wychodzi na spacery. Może to jakaś jesienna depresja. Próby rozmowy kończą się trzaśnięciem drzwiami. Nie ma tu pozytywnych emocji. Tylko nerwy bo jak śmiem zwracać uwagę osobie tak nieomylnej jak ona. Tak wszechwiedzącej wszystko.

Ostatnio młody zainteresował się grami. Kupiłam dobble i Corner. Gramy w Grzybki, co mi już bokiem wychodzi. Rysujemy, malujemy, wycinamy.

Jestem zmęczona nieobecnością niemęża. Obiecywał że to ostatni tydzień i że będzie lżej. To co przeżywam, co czuję, nie umiem opisać słowami. Płaczę, cierpię.

Byłam w Banku. Zbieram na wkład własny. Chcę się ratować, mieć cel, który da mi nadzieję. Cokolwiek. Nie poddam się.

14:37, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 października 2018

Dopadło mnie przeziębienie. Leczę się sokiem z aronii własnej roboty, który zwykle stawia mnie na nogi w takich sytuacjach. Zrobiłam na zimę potężne zapasy tego cudownego specyfiku.

Pamiętam, jak w ciąży byłam chora, teściowa podesłała mi to wtedy pierwszy raz. To było jak olśnienie! Ileż ja tego wypiłam z jej spiżarni. Aż wstyd.

W tym roku, pod jej okiem zrobiłam sama ponad 10 litrów tego super leku. Mam porządne zapasy.

08:40, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 października 2018

Syn niemęża ma urodziny. Akurat wypada dzień, kiedy będzie u nas. Zaplanowaliśmy, że upieczemy tort i zrobimy mu niespodziankę. Chcielibyśmy sprawić, by ten dzień był wyjątkowy.

Normalnie to zaprosiłabym rodzinę niemęża na kawę i ciasto, podała tort. I nie byłoby problemu.

Ale problem jest. Zaprosić do nas ciężko. Z towarzystwem mamy atmosfera jest nie do zniesienia. Sztywniacko i nieprzyjemnie. Nasz pokój to w ogóle nie wchodzi w grę bo ledwo we troje się w nim mieścimy, nie mówiąc już o gościach i młodym.

Już urodziny naszego dziecka to wyzwanie ale tu nie mam innego wyjścia.

Zaprosiłabym ich do lokalu na jakąś pizzę, ale to znowu problem bo to przecież większy dużo koszt. I ja naprawdę jestem w kropce.

10:24, ms.blond
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 września 2018

Wracam do domu po kolejnym ciężkim dniu. No,piątki zawsze są u nas takie,że masz dość. Źe ci się ulewa tą pracą-misją ratowania świata. 

Marzę tylko o spokojnym wieczorze. 

Od drzwi wita mnie chłód. Mama ma zły humor. Widać od razu. Pytam co tam słychać i nie otrzymuję odpowiedzi. I nagle pretensje że dziecko nie jadło obiadu, źe pluł i nic nie chciał. Wybucha a ja już widzę ze wcale nie chodzi o ten obiad. Musiała się na kimś wyżyć i jak zawsze trafia na mnie.

I mam chęć ubrać młodego i jechać byle gdzie. Ale muszę zrobić obiad. Nie mogę znowu uciekać z domu na plac zabaw bo jest już zimno. Mały godzi się na naleśniki. Pałaszuje dwa. Robię mielone dla niemęża a on zjada 5 na raz jak wraca do domu. Częstuję mamę ale odmawia.

Wyciągam ich na spacer i zakupy w spożywczaku. Młody nadaje całą drogę ale trzyma mnie mocno za rękę bo robi się ciemno. Potem robi wyścigi z tatą a ja na chwilę muszę taszczyć torby z zakupami. Mamy 20 minut normalności.

07:39, ms.blond
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 września 2018

Jesień przyszła tak nagle, że nikt nie zdążył się na nią przygotować. Jednego dnia był upał a już następnego przejmujące zimno,wiatr i deszcz, którego nienawidzę. Młody się rozchorował ale i tak pobił wrześniowy rekord chodzenia do przedszkola-całe trzy tygodnie.

Mama rozpoczęła sezon "nie ruszam się z kanapy i interesuje mnie tylko TV". Odcinam się bo bym zwariowała. To jej wybory nie moje. Jak wracam z pracy prawie że mną nie rozmawia, jakieś zdawkowe  odpowiedzi, równoważniki zdań.  Kiedyś to przeżywałam, analizowałam ale teraz po prostu nie mam ochoty się tym zadręczać. Mam swoje życie i swoje problemy. Gdybym mieszkała osobno nawet bym nie wiedziała jak mama spędza czas.

Maks przechodzi okres buntu,walki i krzyku o wszystko. Chce rządzić i odmowa powoduje że wpada w szał. Ja raczej jestem nieustępliwa ale zawsze jestem "ta zła" bo babcia i niemąż pozwalają na dużo więcej. Usłyszałam juz pierwsze "nie lubię cię mamo".

Trudno mi do nich dotrzeć źe nie powinniśmy mieć innego zdania, że wiele rzeczy on po prostu robi celowo żeby sprawdzić granice. Często jest tak że pokrzyczy, podąsa się, a po chwili przychodzi przeprosić. Po prostu.Tak to działa.

Coraz częściej chce żeby mu czytać. Mnie, osobie wychowanej na książkach i kochającej książki miłością nieustającą, było ciężko kiedy to czytanie było tak oporne i niechętne. Kropla jednak drąży skałę i Maks ostatnio powiedział "ja najbardziej lubię czytać".

Praca nadal to temat rzeka. Kontakt z trudnym klientem sprawia że coraz mniej mam serca do tej pracy. Na kaźdym kroku widać niesamowicie dużo niesprawiedliwości. Tam, gdzie pomoc by była ratunkiem okazuje się niemożliwa.  A tam gdzie nie robi nikomu różnicy jest brana bez mrugnięcia okiem. Boli. Takie czasy. okrutne. Pracujesz, dajesz z siebie wszystko i jeszcze słyszysz często gorzkie słowa. Moje ideały uleciały gdzieś w przestworza.

20:00, ms.blond
Link Komentarze (2) »
czwartek, 20 września 2018

Niemąż zmienił pracę. Pracuje prawie obok mnie, w podobnych godzinach więc często jedziemy razem do pracy. Jest zadowolony. Pensja prawie taka sama, ale odchodzą koszty dojazdów, nie ma nocek. Co więcej - szef walczył o niego od pół roku, namawiał i w końcu zaproponował fajne warunki.

Niemąż czuje się doceniony i dumny. Faceci lubią pochwały.

Nasze poranki to komedia. Kłócimy się i fochamy od rana. Jemy razem śniadanie. Poganiamy. Mama wstaje i mówi, że to dom wariatów.Do tego młody, który rano jest absolutnie nieznośny. Dziecko, które zawsze budziło się uśmiechnięte, radosne, zmieniło się w jakiegoś porannego diabła. Codziennie budzi się z grymasem, z marudzeniem, zawodzeniem. Zanim wyprawimy go do przedszkola toczymy bój o poranną toaletę, ubranie się, założenie butów. Wszystko przy akompaniamencie fochów i mruczenia. Nasz skowronek dMam ochotę czasem zmienić godziny pracy, żeby nie wychodzić z nimi.

Ale dochodzę do wniosku, że my chyba trochę lubimy te nasze przekomarzanki.

***

Do naszego domu trafiło trochę luksusu. Bo dostaliśmy trzyletnią zmywarkę w bardzo dobrym stanie. Taki traf. Trochę trzeba było pokombinować w kuchni, musiałam kupić mniejszy zlew, ale się udało.

Dżizas ile to radości :D Nasze pierwsze włączenie tego czegoś to była istna komedia. Z instrukcją z internetu gdzie co włożyć, wsypać. Mieliśmy ubaw. A młody powiedział, że fajna ta nowa pralka.

10:00, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 sierpnia 2018

Nie mam czasu na nic. Praca aktualnie wysysa ze mnie wszystkie soki. Gorący okres ma swoje prawa. Czas leci szybko ale wracam do domu kompletnie wypompowana. To są naprawdę ciężkie dni. 

Po powrocie do domu muszę coś ugotować. I chociaż lubię to robić to teraz naprawdę najchętniej zjadłabym coś co przygotuje ktoś inny. Niestety niemąż jest na bakier z gotowaniem, zresztą też go prawie nie ma w domu bo pracuje,a moja mama teraz nawet młodemu nie robi obiadu. Nie dyskutuje z nią, to moja rodzina i moje obowiązki i nikt nie musi mnie wyręczać. 

Dziecko też  potrzebuje rozrywki. Mama z nim w ciągu dnia nie wychodzi na plac zabaw. Dopiero jak wracamy do domu,chodzimy gdzieś albo zabieramy małego na rower czy jakąś wycieczkę. O ile niemąż jest w domu bo jak pracuje muszę organizować coś sama. Ostatnio naprawdę nie mam siły. Niemąż był przez parę dni w domu i jak wracałam z pracy chłopaki szli na basen a ja miałam teoretycznie odpoczywać ale robiłam w tym czasie obiad.

Jesteśmy oboje zmęczeni i zasypiamy po całym dniu w sekundę.

Z przyjemnością czekam na weekend. Na odpoczynek.

Ale teraz muszę wstać i stawić czoła piątkowi, który zwykle najtrudniej przebrnąć.

Howk

06:52, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 lipca 2018

Przyszła dziś do mojej pracy moja koleżanka z licealnej klasy. Miałyśmy okazję spotkać się w podobnej sytuacji parę lat wstecz. Nie mamy żadnych koleżeńskich relacji, nie widujemy się na mieście, w zasadzie zero kontaktu. Łączy nas tylko to, że chodziłyśmy razem do szkoły.  Gdy parę lat temu przyszła do mojej pracy byłam wtedy sama, nie miałam jeszcze dziecka. Dogryzła mi wtedy okropnie:

- A ty co, panienka?- zapytała z przekąsem widząc moją pieczątkę na dokumencie.

Nie pamiętam co jej odpowiedziałam, ale chyba nic bo mnie zatkało. To było chamskie i bezczelne.

Dziś jak tylko weszła, wiedziałam, że będzie podobnie.

-- No, a tak w ogóle co tam u ciebie?- wypaliła jakbyśmy spotkały się w zeszłym miesiącu na kawie.

- Wiesz co, nie mam czasu na rozmowę- zbyłam ją.

- Acha... odpowiedziała - rozumiem, że nic się nie dowiem. Ewidentnie nie chcesz rozmawiać.

- Nie- powiedziałam krótko.

Poszła jak zmyta.

Jestem życzliwa, miła, z uśmiechem witam dawno nie widziane twarze. Nie lubię chamstwa. Wchodzenia z butami w czyjeś życie. Oceniania i bezczelności.

Nie lubię też prawie obcej osobie nagle mówić, że żyję w związku, mam dziecko i co tam jeszcze. Bo ewidentnie to ją właśnie interesowało.

14:15, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lipca 2018

Dziś wraca mama.

Maks przez te 3 tygodnie w ogóle o babci nie mówił,nie chciał z nią nawet rozmawiać przez telefon. Babcia oczywiście pytała czy wnuczek o niej mówił,pytał. Nie mówił i nie pytał. Taka lekcja pokory dla babci. Że dziecko ma rodziców. Chociaż Maks niewątpliwie za babcią tęskni.

Ja w środę wracam do pracy. Bolesny powrót do rzeczywistości. I niezbyt przyjemny. Ale taka kolej rzeczy. Dobrze było chociaż na chwilę oderwać się od tego zgiełku.

08:07, ms.blond
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 lipca 2018

Nasz wyjazd powoli dobiega końca. 

Nie mogę doczekać się snu w naszym łóżku. Tu na kwaterze mamy twarde łóżka,do których kompletnie nie jesteśmy przyzwyczajeni. Każda noc to katorga. Mnie boli szyja i barki a niemęża odcinek lędźwiowy. Tylko młody nic sobie z tego nie robi i śpi w najlepsze.

Jod ma na niego dobry wpływ. Nie ma tu nawet kataru a przecież kąpał się w zimnym zdecydowanie morzu. Alergia w ogóle nie dokucza.Pogody są zmienne. Chmury i wiatr a za godzinę pełne słońce i upał. Idziemy na plażę,uciekamy bo zimno i po południu wracamy znowu bo upał się rozkręca. Naprawdę ładna była niedziela. Cały dzień udało się spędzić na plaży,opaliliśmy się trochę a młody zachowywał się wręcz wzorowo i został pochwalony.

Psoci okropnie i ciągle słyszymy "pseplasam" "nie ściałem" "nic mi nie jest".

Ceny są kosmiczne. Mnie najbardziej powaliły kręcone frytki. Ziemniak na patyku za 9 zł. No to jest interes życia. A dzieci jak te muchy do lepu. My ulegliśmy raz i Maks po posmakowaniu zdecydowanie więcej tego nie zawołał. 

Dla niego hitem okazały się gokarty. Jeżdzi codziennie. 10 zł za godzinę nie wydaje się jakimś kosmosem. A dla niego to frajda. Na to mogę przystać.

Na rybce byliśmy raz. I dwa razy na zupie rybnej. Rachunek za rybę sprawił,że oczy wyszły mi z orbit. Ale ryba była pyszna,to niezaprzeczalny fakt. Zupa rybna zresztą także ale to już koszt mniejszy. I chyba jeszcze na pożegnanie z morzem na zupkę pójdziemy.

Być nad morzem i nie zjeść ryby!

Jedno jest pewne-na urlopie z dzieckiem trzeba mocno trzymać się za portfel. My trzymaliśmy się mocno. Ale i tak trochę przekroczyliśmy nasz skromny budżet. Niemąż stwierdził że na kolejne wakacje oszczędza od września żebyśmy nie musieli sobie wszystkiego odmawiać.

Skromnie ale razem. To jest najważniejsze. Takie wyjazdy nas zbliżają jako rodzinę. Jesteśmy bliżej niż zwykle. 

07:28, ms.blond
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29