Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
czwartek, 08 lutego 2018

Babcia wraca wieczorem.

Całkiem dobrze nam było we trójkę. Młody sprawnie wstawał do przedszkola, o 7:30 odstawiałam go na miejsce i gnałam do pracy. Odbierał go tatuś. Musiał iść do przedszkola, bo teściowa nas trochę zawiodła. Nie chciałam go puszczać świeżo po antybiotyku i chorobie, ale nie było specjalnie wyjścia. Wiem jedno - nie będę więcej prosić o pomoc w opiece nad dzieckiem. Niemąż był bardzo rozczarowany i było mu przykro. Trochę też się przez to pokłóciliśmy.

Dziś chłopaki zostali w domu razem.

Wspólnie gotowaliśmy, graliśmy w gry, bawiliśmy się z młodym. Wczoraj nawet robiliśmy razem pączki. Gdy kładliśmy młodego spać, spędzaliśmy trochę czasu sami. Było nam potrzebne takie bycie na luzie, bez mamy w pokoju obok, bez tej ciasnoty małego pokoiku z dzieckiem.

Poczułam znowu, że go kocham, że to jest "ten" z którym chcę być, z którym jest mi najlepiej. Mimo kłótni, które u nas są głośne i pełne pretensji, szybko się godzimy. Dużo sobie pomagamy. Znamy swoje najokropniejsze wady. Czasem gdzieś gubi się ten wspólny mianownik. W natłoku spraw, trudności, stresów dnia codziennego. Naprawdę zapomina się czasem dlaczego jesteśmy razem. Warto to sobie przypomnieć.

Jak to mówi młody "było fajnie".

08:32, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 31 stycznia 2018

Zostaliśmy sami. Babcia zakotwiczyła 400 km stąd. Kiedy wróci nie wiadomo, pewnie jakoś w przyszłym tygodniu. Musi obwąchać stare kąty i poodwiedzać rodzinę. No i pomóc cioci ogarnąć codzienne sprawy bez wujka, które z racji amputacji nogi są utrudnione.

Wszystkie siostry mojej babci są już wiekowe i mama chciałaby spędzić z nimi trochę czasu. My byliśmy dwa lata temu w wakacje. Mama nie była w rodzinnych stronach 7 lat. Musi nadrobić.

Młody zdrowieje. Antybiotyk szybko zadziałał. Tylko z apetytem kiepsko. Moje dziecko i tak prawie nic nie je, a teraz to już dokładnie nic. Chociaż wczoraj nawet zjadł rosołek z tatusiem i aż zadzwonili do mnie, oznajmić mi tę radosną nowinę. Matka niejadka cieszy się z takich błahych rzeczy jak zjedzona kanapka na śniadanie.

Kupiłam parę dni temu grę planszową grzybobranie. Niecałe 20 zł. Wczoraj odebrałam przesyłkę i zrobiłam młodemu niespodziankę. To był strzał w 10! Zbieranie grzybków do mini koszyczków, liczenie kropek na kostce i gra wciągnęła nas na dobre. Polecam gorąco. Młody rekomenduje.

08:30, ms.blond
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 stycznia 2018

No i mamy zapalenie ucha... Wczoraj trafiliśmy na świąteczną pomoc bo przepisane w piątek leki nie pomogły, a młody zaczął narzekać na drugie ucho, doszedł kaszel. Nie bardzo chciałam iść, bo nie mam zbyt dobrych doświadczeń z lekarzami z nocnej pomocy. Zwłaszcza jak są to starsi panowie. Teksty typu "po co pani tu przyszła" są na porządku dziennym.

Najeżyłam się i nastawiłam na walkę, niczym lwica o młode. Ale okazało się, że młoda, miła pani doktor stwierdziła, że dobrze, że przyszliśmy.

Niestety konieczny był antybiotyk, ale w przypadku zapalenia ucha to naprawdę przyjęłam z ulgą bo młody przespał noc po pierwszej dawce i dawce leku przeciwbólowego. Rano obudził się płaczący, miauczący, ale wypił nawet mleko i poszedł do naszego łóżka oglądać z tatusiem bajki.

***

W rodzinie śmierć. Zmarł ojciec mojego chrzestnego. Jest mi strasznie przykro, że nie mogę jechać na pogrzeb. To 400 km, więc dłuższa podróż. Mama jedzie w swoje rodzinne strony i zostanie dłużej, trochę pomóc cioci. Ciocia jest chora, po amputacji nogi. Gdy umierał jej maż, sama dostała zator i cudem sama uniknęła śmierci. Tak mi ich żal. Tak smutno. Starość jest przeokropna, przykra i brzydka.

My musimy zorganizować się sami. Gdyby mały był zdrowy to jest przedszkole i ok. Ale akurat te 2 tygodnie spędzi w domu więc teściowa musi nam pomóc. Nie jest na pewno szczęśliwa, ale zgodziła się bez problemu.

09:10, ms.blond
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 stycznia 2018

Ogólnie styczeń nie był najlepszy. Raczej przez niego przebrnęłam z wysiłkiem. Wydatki się spiętrzyły, wiadomo, że to zawsze wszystko na raz. Emocjonalnie średnio. Rodzinnie akurat całkiem nieźle, choć koniec miesiąca przyniósł pewne drobne zgrzyty w naszym funkcjonowaniu z niemężem. Koniec końców jedną z nocy przespał na fotelu, uparciuch.

Przeczytałam 9 książek, z czego 7 to Poldark pochłonięty w 8 dni stycznia.  Chwilowo mam przestój. A stos czeka.

Uczę się funkcjonować za drobne. Stawiam sobie cel, że mogę wydać tylko tyle a tyle dziennie. Czasem się udaje a czasem nie. Żarcie jest tak potwornie drogie, że trudno wydać dziennie tylko drobną kwotę. Dziś na przykład młody obudził się chory. I jak na złość podstawowe leki się pokończyły. I kasa leci.
Do pracy zaczęłam chodzić znowu pieszo. Jak dobre 8 lat temu. Codziennie prawie 3 km w jedną stronę. Półgodzinny spacer dobrze mi robi. Wieczorem dodaję orbitrek. Zaczynam się czuć lepiej, choć nie schudłam kompletnie nic. Może jeszcze to nadejdzie.

A mój szanowny marzy, że może da się zrobić tak, żeby na koniec miesiąca zostawało coś. Sorry Winetou ale się nie da. Przy tych ochłapach jakie mu zostają co on nazywa pensją - nie da się.

Ile jeszcze tych chudych lat?

13:51, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 24 stycznia 2018

Młody ma między innymi alergię na roztocza kurzu domowego. I choćbyśmy nie wiem jak sprzątali, myli szorowali i używali środków na neutralizowanie to kurz będzie. I w przedszkolu zapewne też jest. W wykładzinie, która może jest prana raz na rok. W maskotkach i wiadomo. Jest.

Panie zażyczyły sobie zaświadczenie, że dziecko z uwagi na alergię ma katar czy kaszel. Zaświadczenie dostarczyliśmy.

Katar ma spory rano, kicha, czasem kaszle. W ciągu dnia to mija. Bierze leki rano i na noc więc mniej więcej jest to opanowane. Mimo to katar się zdarza. Gdy chodzi do przedszkola parę dni katar zwykle się wzmaga. Wiadomo. Nasycone alergenami płuca... Ale gdy widzimy, że zaczyna się choroba to nie prowadzimy go do przedszkola.Nie mam w zwyczaju prowadzać dziecka z infekcją i już potrafię to rozpoznać.

Mimo wszystko panie w przedszkolu ciągle zwracają uwagę, że dziecko ma katar. My z uporem maniaka że to z powodu alergii, że kurz, żeby możliwie rzadko siadał na wykładzinie, nie leżał na podłodze.

- Ale u nas jest czysto proszę pani! - usłyszała moja mama.

- Ja nie wątpię że jest czysto- oponowała moja mama - jednak dziecko ma alergię na kurz i lekarz zwrócił nam uwagę na te rzeczy właśnie.

- U nas jest czysto.- upierała się pani.

I grochem o ścianę.

Wczoraj Maks mówi do mnie:

- Mamusiu, a pani mi powiedziała, że mam katar i kicham.

- To odpowiedz pani dziecko, że masz alergię na kurz i dlatego kichasz.

Nie mam słów. Może jestem nienormalna, przewrażliwiona matka. Może przesadzam. Ale jak proszę, żeby dziecko się nie tarzało po podłodze to warto by było to uszanować a nie mieć pretensji że kicha. No nic dziwnego.

13:57, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 17 stycznia 2018

Wieczór. Tata poszedł do pracy. Ja i młody w piżamach, czytamy książeczki. Często teraz wypożyczam w biblioteki, więc ciągle jest coś nowego i nowa fascynacja.

No więc leżymy i aktualnie wertujemy książkę o pociągu, potem kolejną o ciężarówce i kolejną, z naszej już półki, o kocie Filemonie.

Młody wtula się we mnie:

- Jesteś fajną mamą - słyszę.

- Jesteś fajnym synkiem- całuję go w blond czuprynkę.

 

I nie trzeba nic więcej.

11:03, ms.blond
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 15 stycznia 2018

Młody się nachodził do przedszkola. Znowu chory. Kaszel tak duszący, że w piątek rozważałam pogotowie. Ale inhalacje z nebbudu okazały się skuteczne i dziś jest lepiej. Niemniej jednak ominie go bal przebierańców.

A tak bardzo chciał być Picjantem (czyt. policjantem). Dobrze, że nie kupiłam nowego stroju, tylko pożyczyłam. Nie było straty finansowej. Tylko szkoda mi młodego.

Mnie miniony tydzień minął na czytaniu serii Poldark W. Grahama. Byłam jak narkoman. Nie mogłam się oderwać i czytałam w każdej wolnej sekundzie. W osiem dni przeczytałam 7 części. A teraz jak mam żyć, kiedy ósma dopiero pojawi się na rynku księgarskim.

Od czasów "Jeźdźca miedzianego", którego 3 części przeczytałam w dwa dni zarywając noc, nic mnie tak nie wciągnęło. Serial "Wichry losu" na podstawie powieści jakoś kompletnie mnie nie interesował i nie rozumiałam czym tak podnieca się matka. Ale dostałam od niej na gwiazdkę dwie pierwsze części, trochę chyba z przekory mi je sprezentowała.I oszalałam. Książka zawsze, ale to zawsze będzie lepsza od ekranizacji.

Jak się dorwałam w minioną sobotę to wczoraj skończyłam "Fala gniewu".

Jak żyć... :)?

11:48, ms.blond
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 stycznia 2018

Pożagnałam miniony rok bez emocji. Było minęło. Chociaż nie powiem, to był zdecydowanie lepszy rok.

Niemąż bardzo się zmienił. Kawał ciężkiej pracy za nami. I przed nami. Ale zdecydowanie jest to inny człowiek. W Sylwestrową noc powiedział, że dostał nowe życie. Z nadzieją patrzymy w przyszłość, choć lęk we mnie pozostał chyba już na zawsze. Mam nadzieję, że te zmiany będą się w nim tylko i wyłącznie umacniać. 

Moje High Need Baby wyrosło na wspaniałego prawie 4 latka. Jest naprawdę grzeczny, nie sprawia nam problemów. Jest kompanem do dyskusji, przyjmuje argumenty i słucha tego co do niego mówimy. Czasem aż za bardzo :D W Sylwestra na spacerze wszystkim napotkanym po drodze ludziom mówił "wszystkiego najlepszego". I te niesamowite reakcje ludzi. Dziecko jest szczere, dziecko jest otwarte. Pełne zaskoczeń spotkania.
Dziecko potrzebuje masę uwagi, czasu, rozmów o świecie, odpowiedzi na pytania, miłości. Jeśli damy mu to wszystko, mamy wspaniałego małego człowieka.Oczywiście jak każde dziecko ma bziki, nerwy i wybuchy płaczu, bo coś chce. Ale myślę, że konsekwencja to jest to co nam w takich chwilach pomaga. Chociaż to ja jestem ta strona bardziej wymagająca, a tatuś to jest ten oaza spokoju i który jednak pozwala na ustępstwa.
Może to jakiś balans.

Wspominając ile kosztowały mnie te 4 lata mogę teraz zdecydowanie powiedzieć, że było warto! Ale wiem, że bez pomocy niemęża, który jest wspaniałym ojcem, nie dałabym rady.

Jeśli chodzi o mnie, jestem spokojniejsza. Moje emocje są stabilniejsze, choć ja po prostu jestem temperamentna i nie da się z tym wygrać. Ciągle kłócimy się o drobiazgi, jak włoskie małżeństwo. Jak Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk w "Listach". Tacy jesteśmy. Mocno się kłócimy ale i mocno kochamy.

Żyje nam się łatwiej. Finansowo też. Niemąż naprawdę się w tym roku starał, by było nam lżej. I jest. A ja starałam się, żeby to wszystko razem dobrze pracowało.

Mam nadzieję, że 2018 będzie jeszcze lepszy. I że się nie damy kłopotom, które przed nami.

 

 

09:28, ms.blond
Link Komentarze (2) »
środa, 27 grudnia 2017

Święta minęły w tym samym rytmie jak co roku. Dwa dni stałam przy garach i byłam tak zmęczona, że spuchły mi nogi jak starszej pani, w nocy złapał mnie okropny skurcz w łydkę. W Wigilię padłam ze zmęczenia o 21szej i znowu nie byłam w stanie iść na pasterkę. Co rok to samo.

Młody zachwycony, przejęty. Mikołaj zdecydowanie obdarował go więcej niż dziecko marzyło. Tylko małe rozczarowanie, że Mikołaj nie przyszedł osobiście, ale przecież był zapracowany i nie mógł odwiedzić wszystkich dzieci.

W I i II dzień świąt byłam potwornie chora, bo zaszkodził mi bigos. Koniec końców jęczałam i nie byłam w stanie nic zjeść. Święta jakby przeleciały mi koło nosa.

I znowu mówiłam niemężowi "nie jedz bo to na święta" a wczoraj " jedz, bo się zepsuje" :D

Co roku obiecuję sobie, że to absolutnie ostatni raz. I co roku to samo :D

13:39, ms.blond
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 grudnia 2017

Wizyta u alergologa przyniosła nieoczekiwane zmiany w naszym życiu.

Syn ma astmę! Do tego alergia na roztocza i trawy. I na co dzień leki i inne leki od święta znaczy jak się pogorszy. Ech...Trochę jakbym dostała w łeb czymś ciężkim. 

W sobotę pojechaliśmy do kwiaciarni i kupiliśmy dwa kwiatki które zaleca się do pomieszczeń alergika. Do tej pory nie mieliśmy ani jednego kwiatka w pokoju bo nie było na to miejsca. Teraz musiało się znaleźć i kwiatków będzie więcej.

Ja tą alergię na kurz podejrzewałam. Jak dziecko codziennie rano po wstaniu ma atak kichawy i kaszlu. I katar, który w zasadzie się nie kończy i ciągłe napady kaszlu to musi być alergia. Ale nie spodziewałam się, że taki tam kaszel to zaraz astma. A tu jednak... u dzieci to podobno bardzo częste i taki właśnie jest objaw, że nie duszności tylko kaszel.

Nie czuję się zbyt pewnie w tym temacie. Wszystko jest dla mnie nowe. Brat ma przyjechać z odkurzaczem piorącym i zrobić nam sprzątanko kanap.

Co to będzie? Musimy się oswoić z tym wszystkim. I z tym, że co miesiąc leki będą kosztować majątek..

15:52, ms.blond
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25