Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
poniedziałek, 18 czerwca 2018

Nasz wyjazd wakacyjny za dwa tygodnie. A my jesteśmy w lesie z kasą. Niemaż ma dwie prace w tej chwili ale wszystko co zarobił musiało iść na bieżące sprawy. Co odłożyłam parę setek, to zaraz musiałam zabrać. Bo brakło na żywność, bo auto wymagało niezbędnej naprawy, bo młody się rozchorował, bo rachunek za światło. I tak naprawdę na ten moment na wyjazd prawie nie mamy.Niemąż pociesza że jeszcze dwa tygodnie i będzie pracował non stop, że zarobi, że biednie, ale razem, że damy radę. Wstał i poleciał na 10 godzin, wpadnie do domu i pójdzie na nocną zmianę. Tak, prawie go nie widuję.

Wczoraj obiad u teściowej. Siostra niemęża z rodziną. Jadą za granicę. To główny temat przy stole. Mnie się nic nie należy, nie biorę socjalu bo "za dużo zarabiam", nie oszukuję i nie robię z siebie gwiazdy. Jestem prosta dziewczyna, ciężko pracuję na wszystko co mam. Oglądam każdą złotówkę zanim ją wydam. Trudno rozmawiać z ludźmi, którzy traktują cię z góry. W oczach których jesteś biedotą, z którą nie warto rozmawiać bo pewnie nic nie masz do powiedzenia o świecie.
Gdy mówię, że czytam ciekawą książkę o wojnie w byłej Jugosławii, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Niemąż ucieka na balkon i obserwuje nasze dzieciaki pod domem. Nie chce udawać nawet. Ja się staram znaleźć jakiś punkt zaczepienia, być otwarta. Niezręczna cisza przeplata się jakimiś rozmowami o dzieciach. To jedyny wdzięczny temat.

Wychodzę chora z tego obiadu. Nerwy trzymają mnie do wieczora. Teściowa nawet skrytykowała  nasz wybór kwatery, bo ktoś tam miał tańszą i ładniejszą. Nie przemawia do niej, że moja mama tam była, że znajomi też i byli zachwyceni, że 200 m od plaży. Nawet nie widziała a już wie, że tamte jej znajomej lepsze. Nie, my nie potrafimy dokonać właściwego wyboru.

Gdy byliśmy dwa lata temu w górach, rodzinnych stronach mojej mamy, nie było żadnego zainteresowania naszym wyjazdem. Gdy tamci byli w tym samym miejscu w tym roku, zachwytom nie ma końca. Mimo, że ja mam tam korzenie i znam każdy kąt. Przeszło bez echa.

Smutno mi,bo czuję się gorsza. Bo moje dziecko jest tym gorszym wnuczkiem. Bo mój niemąż jest tym gorszym dzieckiem. Ludzie gorszego sortu.

Kurcze, staram się, ale mi się ulewa. No po prostu nie mogę.

12:43, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 czerwca 2018

Niemąż jechał na rowerze, wpadła mu w oko mucha. Odruchowo zamknął oczy, po czym zderzył się ze znakiem drogowym, przekoziołkował przez kierownicę i wylądował w rowie!

Serio!

Więcej szczęścia niż rozumu. Był na pogotowiu. Zbadali go, zrobili rentgeny. Guz wielkości pięści, głowa na szczęście bez zmian, niegroźne stłuczenia barku. Miał kilka dni zwolnienia.

 

Ale teraz za to jeździ w kasku.

14:37, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 czerwca 2018

Często mam dość mieszkania z matką.

Stoję w kuchni. Robię kawę.

-Trzeba małemu zrobić śniadanie -rzuca mimochodem a mnie skóra cierpnie. Mam ochotę rzucić kubkiem z gorącym płynem o ścianę. Ściskam rączkę czajnika aż bieleją mi kłykcie.

Takich mimochodów jest milion na każdym kroku.

- A dałaś mu leki o ósmej? Na pewno mu nie dałaś-pyta dwie godziny po tym jak sama (niesamowite prawda?) podałam dziecku leki.

Uświadamiam matce że mam 36 lat i umiem nakarmić moje dziecko,pamiętam o podaniu mu leków,potrafię go ubrać stosownie do pogody i jestem w stanie decydować sama!

Słyszę to i mam ochotę wyć. Mam ochotę skoczyć jej do gardła i przegryźć tętnicę. Tak to moja matka. Na każdym kroku oczekuje ode mnie szacunku. A doprowadza mnie do szału.

Matka roku!

12:30, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 czerwca 2018

Moje chłopaki mieli wczoraj super dzień.

Przyjechał starszy, dostał od nas nową grę i był zachwycony. Tatuś zabrał ich obu na basen. O dziwo starszy dostał pozwolenie. Ja zostałam w domu, bo byłam im zupełnie niepotrzebna a po drugie finansowo kolejny bilet to spory koszt. Po basenie wszyscy pojechaliśmy na pizzę i do parku. Były lody i szczęśliwe, umorusane buzie. Dzieciaki zadowolone. My zadowoleni.

Tylko mój portfel opustoszał. Czego to się nie robi dla dzieci.

Ale żeby nie było tak kolorowo, dziś od rana złapałam gumę. Myślę, że złapałam ją już wczoraj jak jechaliśmy do parku, ale dopiero dziś powietrze uszło całkiem.

Dojechałam do pracy normalnie. Po jakimś czasie przyszedł pracownik z info, że mam kapcia. Na szczęście niemąż dziś na miejscu od rana i akurat niedaleko mnie dorabia i przyszedł zmienić koło, załatwił wulkanizację i przyszedł tylko wziąć pieniądze i oddać mi kluczyki. Dobrze, że był na miejscu.

13:12, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 czerwca 2018

Wczorajszy upalny dzień spędziliśmy w domu. Mnie gnało gdzieś nad wodę, na działkę, do natury. Ale mieliśmy umówionego blacharza i po prostu zostaliśmy bez samochodu. Niemężowi jak na złość poszła dętka w rowerze i został nam tylko mój. Pływalnia zamknięta. Totalny pat.

Matka mnie ustawiała, denerwowała. A może ja byłam po prostu pobudzona i zła. Nie znoszę takiej bezczynności. Kojarzy mi się z tymi najgorszymi czasami samotności, kiedy niedziele, święta i wolne dni były katorgą. Czułam się jakby ktoś mi zabrał dopływ tlenu.
Przeczytałam książkę i zabrałam się za drugą. Ale nosiło mnie, nie powiem. Młodemu rozłożyłam na balkonie basenik, w którym mieścił się ledwo co, ale trochę się pochlapał, i cieszył. Mam ten komfort mieszkania na parterze i nikomu nie zaleję kwiatków i pościeli...

W końcu wzięłam rower i pojechałam sama w plener. Niemąż pukał się w głowę, że oszalałam, ale ja się w domu dusiłam. Wymęczyłam się jak głupia. Ale było mi lżej. Wróciłam, wypiliśmy piwko na balkonie zagryzając chipsami. Na koniec zrobiłam dla wszystkich pizzę bo miałam ochotę na pizzę z rukolą a rukoli miałam akurat pod dostatkiem.

Może mało zdrowe to wszystko było. Ale rukola i pomidor na pizzy na pewno  :D

W nocy obudził mnie ból. Okropny ból nóg! Myślałam, że zwariuję. Niemąż trochę mi próbował rozmasować, ale oboje chcieliśmy spać. Tak, rower dał mi w kość. I ja dałam w kość sobie. Mam za swoje. Trzeba było siedzieć na balkonie i czytać. A nie gnać jak głupia.

08:29, ms.blond
Link Komentarze (2) »
środa, 30 maja 2018

Jest końcówka maja a ja przeczytałam już prawie 50 książek. W tym roku naprawdę szaleję. Nie ścigam się z nikim, nawet z samą sobą się nie ścigam. Ale mam dobry rok do książek. Tak po prostu sprawia mi to przyjemność. Przytargałam z biblioteki w ostatnich dniach ponad 10 pozycji, totalnych must have-ów i zatopiłam się w lekturze. Kocham to odkąd sięgnę pamięcią.

Kiedyś mąż szwagierki, po tym jak niemąż pochwalił się ile przeczytałam książek w tym roku, z miną ogólnej wyższości nad wszystkim i wszystkimi zadrwił, że pewnie czytam same romanse.

Zganiłam niemęża potem, po co to opowiada. Ale nie o to chodzi.

Nie, nie czytam samych romansów. A nawet jeśli to i tak jest książka, to i tak więcej niż przeczytał on w swoim bogatym, snobistycznym życiu.

Kiedyś zobaczyłam u nich na stole książkę, była to książka znanej osoby, z autografem. Sięgnęłam z zaciekawieniem. Nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła.

- Zobacz co dostałam od /tu pada imię autorki/ - słyszę.

- No fajna, fajna. A przeczytałaś chociaż? - zapytałam.

- No żartujesz?!

....

08:50, ms.blond
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 maja 2018

Wzięłam pensję, zapłaciłam rachunki, zrobiłam małe zakupy i zostało mi parę groszy do pensji niemęża. Serio. Jak to się dzieje, że pracuje się na pełen etat i ledwo się wiążę koniec z końcem?  A to przecież podstawowe rzeczy: woda, czynsz, światło, telefon, przedszkole, składka na paliwo dla niemęża. I kredyt.

I mogę powiedzieć, że my żyjemy raczej skromnie. Mamy samochód, ale trudno powiedzieć czy to w tych czasach jest oznaka luksusu. No, może. Ale jak się ma auto za kilka tysięcy to chyba nie. Może jakbym miała za kilkadziesiąt. Sporo chodzę pieszo. Bo paliwo drożeje. Ostatnio z małym do lekarza do dużego miasta pojechałam podmiejskim autobusem bo wyszło taniej.

Dziś rano na targu kupiłam: ogórki, pomidory, kalafiora na obiad, cebulę i czosnek, sałatę i zapłaciłam prawie 30 zł. Za zieleninę?! A gdzie chleb, masło, które tragicznie zdrożało. Gdzie wędlina, mięso. Jest mi coraz trudniej dysponować pieniędzmi, a przecież teoretycznie jest nam lżej. Niemąż spłacił swoje długi, pensja jest wyższa. A mimo to wiecznie nam brakuje tych kilku stów w miesiącu.

I ja nie chodzę do fryzjera, kosmetyczki, kosmetyki kupuję głównie w promocji. To nie są pieniądze, które chcę wydać bez sensu. To są pieniądze na zwyczajne codzienne życie. Na składkę do przedszkola, na syrop na kaszel, na paliwo bo wypada nasz weekend i trzeba jechać po starszego.

Nie wiem co jeszcze robić. Dobija mnie to wszystko. Ale wiem, że nie jestem odosobniona. Że życie w naszym kraju jest naprawdę coraz trudniejsze dla zwykłych rodzin.

Żeby zarobić  na nasze wakacje niemąż musi pracować na dwa etaty i niedosypiać. Że daliśmy prezent starszemu na Komunię a ja nie miałam na chleb następnego dnia i musiałam pożyczyć.

Realia w Polskim domu.

11:31, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 23 maja 2018

Komunia starszego minęła bez ekscesów. Dumny ojciec był z synem w Kościele a syn był szczęśliwy, że w tym ważnym dla niego dniu tata mógł być obok.

Zawiozłam ich na przyjęcie, bo ostatecznie mały poszedł z niemężem. Wahałam się, ale starszy się bardzo cieszył. Rodzina starszego o dziwo przyjęła małego bardzo ciepło. A mój syn jest dzieckiem tak otwartym i pogodnym, że szybko zjednuje sobie sympatię. Także bracia mieli czas dla siebie. I był płacz, że czas już do domu. Standard.

Mnie po prostu ulżyło, że to już za nami. Siedziałam w domu i nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
Niby normalnie nie ma w co ręce włożyć ale jak miałam full time to nawet czytanie mi nie szło. Jak wrócili do domu byłam szczęśliwa i zapytałam niemęża czy mnie nadal kocha :D
Przytulił i nazwał mnie wariatką.

***

Po cichu marzę o czytniku ebooków. Upatrzyłam sobie jeden taki. Zbliżają się moje urodziny i wiem, że niemąż chciałby mi go sprezentować, ale powiedziałam mu, że musimy mieć pieniądze na wyjazd i to zbyt wielki wydatek. Także to marzenie odłożę na kiedyś tam.

Czekam na urlop jak na zbawienie. Nie mogę się doczekać naszego wyjazdu.

13:30, ms.blond
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 maja 2018

Niemąż załapał drugą pracę i zarabia na nasze wakacje. W konsekwencji prawie się nie widzimy. Zostaje kawałek soboty i niedziela, pod warunkiem, że nie idzie w niedzielę na nocną zmianę bo tak też bywa.

Jest potwornie zmęczony, ale jakiś taki uśmiechnięty, szczęśliwy. Nie marudzi nawet, że go coś boli, nie miauczy nad uchem.

Ale te pieniążki nam się przydadzą. Bardzo mi zależy na wakacyjnym wyjeździe. Będzie znowu na styk i wszystko wyliczone, ale ważne, że razem.

11:37, ms.blond
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 maja 2018

Co robić z dzieckiem,któremu nic nie wolno?

Nie wolno na basen,nie wolno na lody,nie wolno na rower. Do kina go zabierz a nie tylko basen i basen. Ona chce mieć zdrowe dziecko.

Ale czy na pewno?

Chuchanie i dmuchanie jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Ale trudno dyskutować. Ja w ogóle się nie wcinam bo zbyt dużo mnie to kosztuje. Nie mogę słuchać tych zakazów. Nornalnie zdarza mi się płakać ze złości. Bo wymyślam im różne aktywności a tu tylko kłody pod nogi. Mnie nie stać też na latanie do kina z dziećmi co chwila bo to ogromny wydatek. Zresztą za moment komunia. Jest ciepło aż się chce pobyć na łonie natury,dać dzieciom pobiegać. Na majówkę nie mogliśmy go zabrać bo nie dostał pozwolenia. Nie bo nie. A byłoby zoo i aktrakcja wycieczki. 

Starszy przyjeżdża i się nudzi. Bo umie tylko spędzać czas w galerii handlowej. Bo nie wolno mu u nas jezdzić na rowerze. A rowery są. Ale on ma nawkładane do głowy i się boi że będzie draka. Bo jak pojedziemy nad wodę i mały zamoczy nogi to starszemu serce pęknie że mu nie wolno. A  jeśli zamoczy to matce powie od razu bo taki jest. A potem nie przyjedzie wcale za karę. Nie ma żadnych tajemnic że lody i nie mów mamie. Trudno żeby namawiać dziecko do kłamstw.

Mnie krew zalewa ze złości. To się naprawdę dzieje za każdym razem. Ja na małego tak nie chucham. Szczerze? W tą majówkę nad wodą z katarem ale w upał wlazł do wody. Trochę się pochlapał,poskakał. Może i miałam obawy czy będzie zdrów ale szkoda mi było mu zabronić, kiedy większość dzieci się bawiła. W nocy nawet nie kaszlnął a wręcz katar mu przeszedł i ozdrowiał. 

Na basen chodzi z ojcem i zimą i latem. I w mrozy i upały. Po to jest basen.

No więc co? Kupiłam badmingtona. I pójdą na dwór grać w piłkę i badmingtona. Niech ojciec trochę pobiega z chłopakami. Na powietrzu. A nie te srajfony tylko i gry. I galerie handlowe.

Wiem że to jest cel utrudniania życia. Tylko komu? Dziecku robi się krzywdę. Ale już kiedyś dzieciak sam powiedział-mama nie chce żebym się u taty dobrze bawił.

Mnie serce pęka bo mój ojciec całe życie miał mnie w dupie. I nigdy mnie nawet na niedzielę do siebie nie zabrał. i nie mam wspomnień. I tylko żal. I może dlatego mi zależy. Za nich obu. Bo wiem że mogą inaczej.

09:03, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27