Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
wtorek, 26 września 2017

I znowu mały chory. Pochodził 5 dni do przedszkola, z czego 2 płakał, że absolutnie nie chce iść a 3 że bardzo chce iść do przedszkola. Że Adaś to jego najlepszy kolega. I że jest koleżanka Marta i Tosia. I jeszcze Staś. I jak już nastąpił przełom i skończył się płacz i lament, to się rozchorował. Dżizas.

Kaszle potwornie, śpi ze mną, bo niemąż w tym tygodniu chodzi na noce, więc mu pozwoliłam. Wczepiony we mnie jak mały pajączek, jak huba drzewna. Wielkie łóżko a my na kawałeczku. Nie wysypiam się. Ale ta jego potrzeba bliskości w chorobie jest rozczulająca.

W aptece zostawiłam kupę kasy, wiadomo.

W ogóle wrzesień finansowo koszmarny. I tylko jakoś między mną a niemężem lepiej. Dużo się zmienił. Raz z miesiącu chodzimy na spotkania z psychologiem. Na ostatnim spotkaniu pani psycholog powiedziała, że widać zmianę, energię między nami zamiast napięcia. No i miłość.

Jest nam przyjemniej być ze sobą. Kłócimy się potwornie o drobiazgi. Ale i godzimy szybko. Atomosfera w domu przyjazna.

Długą drogę przeszliśmy do tego miejsca. Oby tak zostało na dłużej.

11:02, ms.blond
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 września 2017

Młody chodził do przedszkola 4 dni. W piątek był już chory i lekarz nakazał zostać w domu cały następny tydzień.

Przedszkole nie podoba się ani jemu ani mnie. Totalny haos,nie do końca kompetentna kadra, nikt nic nie wie. Wychowawczyni nowicjuszka. Miła, młoda dziewczyna. Stara się,ale trochę to średnio wychodzi.

Maks był zachwycony 1szego dnia. Zachwyt zakończył się z chwilą,kiedy panie chciały go karmić na siłę. Moje dziecko jako jedyne w grupie nie je nic. Musiałam dać coś z domu mimo że płacę za posiłki 7 zł dziennie. Jak przekonać niejadka do posiłków? 

W czwartek płakał potwornie bo bał się że będzie musiał jeść. Masakra. Ja w domu też mam z nim problem ale nie karmię go na siłę. Dramaty mamy niejadka. Kto nie przezyl nie zrozumie.

I kolejna rzecz-spanie. Znowu Maks i jeszcze jeden chłopiec nie śpią. Maks miał oczy spuchnięte od płaczu. Od dawna nie śpi w dzień. O znowu chciały go zmusić. Poruszyłam ten temat na zebraniu. Może nie spać ale leżec musi. Extra... Nawet nie skomentuję.

I tyle z przedszkola

A moze jeszcze tyle że wyprawka kosztuje 360 zł! Ubezpieczenie 46 zł. Do tego był juz komcert po 4 zł. Rytmika 10 zł. Opłata za godziny i posiłki-250 zł. Umarłam. 

18:31, ms.blond
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 04 września 2017

Pierwszy dzień w przedszkolu za nami. Byłam dzielna,nie płakałam :-) Mój syn też ale to było jasne od początku.

- Ja chcę się tutaj bawić.-stwierdził. I tyle go widzieliśmy. Gdyby nie obecność niemęża wyszłabym z płaczem jak niejedna szalona matka. On mnie powstrzymał.

Babcia za to się spłakała jak młodego odebrała po obiedzie. On zresztą na jej widok też. I jak te wariaty płakali bez powodu. Bo mlody zadowolony,ma już kolegę i chce jutro iść znowu. Pani słusznie zauważyła, że Maks jest nadpobudliwy. Wiem. Cóż. Jest nad czym pracować. I się nie zsiusiał w majtki czym mnie szalenie zaskoczył bo naszykowałam dwie zmiany ubrań,sądząc że w ferworze zabawy się zapomni.

Ulżylo mi to raz. A dwa że jestem szalenie dumna!

Podobno każde dziecko ma kryzys...Także tego...

20:14, ms.blond
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 sierpnia 2017

W naszym domu nastały pewnie zmiany w zachowaniu mojej mamy. Stała się jakby łagodniejsza, patrzy na nas łaskawszym okiem. Niemąż zaplusował u niej, wykonując dla niej drobne prace remontowe i sam położył nową podłogę. Mama nawet któregoś dnia kupiła mu papierosy i piwo! Nie do uwierzenia?!

Nawiasem mówiąc walczę z nim okrutnie o to palenie. Nie stać nas na takie fanaberie. A jemu jest ciężko. Tabletki, plastry. Nie wiem jak mu pomóc. Stres nie pomaga w zwalczeniu nałogu.

Ale reasumując, ostatnio atmosfera w domu jest naprawdę przyjazna i przyjemna.

Oby dłużej i częściej.

12:37, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 16 sierpnia 2017

Nastawi sobie taki budzik na 6:35, usiądzie na łóżku z taką miną, jakby za chwilę miał zejść z tego świata, po czym stwierdza, że w przyszłym tygodniu załatwi tą sprawę, pójdzie, ale dziś bardzo, ale to bardzo bolą go ręce. Tak bardzo, że ja tego nie zrozumiem i w ogóle jestem wszystkowiedząca. A on woli do pracy iść zdrowy a teraz odpocząć.

A mnie krew zalewa, nerwy mnie biorą, ciśnienie skacze. Co za typ! I już mam zepsuty nastrój na cały dzień. Poranne wstawanie tego osobnika to jakiś dramat. Inaczej nazwać tego nie można. Jeśli młody tak będzie wstawał do przedszkola to ja marnie widzę swoje zdrowie psychiczne. Ja za nerwowa jestem.

Kawa.. teraz tylko kawa i może zapomnę o tych nerwach...

08:16, ms.blond
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 sierpnia 2017

Urlopu potrzebowaliśmy jak kania dżdżu. W góry jechaliśmy spięci,zdenerwowani. Ja prowadziłam a niemąż z tylnego siedzenia wściekał się że on nie może. Darł się na mnie,pokrzykiwał. Kłóciliśmy się okropnie i ze dwa razy mieliśmy zawracać. 

Ale dotarliśmy. I było fajnie. I odpoczęłam. /Na ile można odpocząć przy humorzastym nadaktywnym trzylatku.../ I jedliśmy pysznego pstrąga i kwaśnicę taką że hej. I kąpaliśmy się w potoku i zrobiliśmy masę kilometrów na pieszo. I było uroczo. Tak jak oboje lubimy. Nawet były romantyczne chwile. I wydaliśmy trochę za dużo jak na nas. Ale niestety ceny czasem są jak z kosmosu.

Nabrałam ciepłych rzeczy,bo kto się spodziewał że po takim paskudnym lipcu nastąpi upał 34 stopnie? No kto? I żadnego kremu z filtrem. Jak kupilam to już było po balu. Pierwszego dnia spiekliśmy się aż nam skóra schodzi. 

Wracaliśmy zrelaksowani,uśmiechnięci,opaleni /aż za bardzo/ i w ogóle sielanka. Babcia stęskniona za wnusiem i nawet za nami

Jeden problem zabraliśmy ze soba i przywieźliśmy do domu. Punkt zapalny- trzyletni niejadek. Ja jestem za nerwowa. Ja nie umiem spokojnie patrzeć na to wszystko. I się kłócimy. I sielankowy urlop prysnął jak mydlana bańka.

Nagotujesz i bach i rzyg. I próbujesz z czymś innym. I caly dzień chodzenia,pływania i innych atrakcji a on nie tknie nic. On może całe dnie o kromce chleba. A żeby zjadł coś na ciepło,mięso,cokolwiek to można szału dostać. To jest jedyne dziecko jakie znam które nie lubi frytek, pizzy i innego świństwa. Nie lubi nawet słodyczy jakoś szczególnie. Nie je ziemniaków,klusek,sosów,zup,kotlecików, praktycznie nic nie je. Czerpie energię ze słońca i rodziców. Wysysa wszystko do kości. Mnie już nerwy puszczają. A oni się pieszczą z nim. 

I te rady-a spróbuj mu dać to a to,a ugotuj mu taką potrawę. Ludzie! Ja świetnie gotuję. I jestem w stanie mu naprawdę ugotować różności. Tyle że to na nic. Ciągle próbuję. Nie i koniec. I odruch wymiotny. I fochy. I każdy obiad go stres. I nie chcę przy tym być. A oni że daj mu będzie jadł. A kończy się jak zawsze.

Czuję się beznadziejną matką.

 

07:21, ms.blond
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 lipca 2017

Koleżanka wyszła za mąż. Nie zaprosiła mnie nawet na ślub. Mimo, że mieszka prawie obok mnie i kiedyś byłyśmy naprawdę blisko. Od jakiegoś czasu nie utrzymywałyśmy kontaktu bo urodziłam dziecko i jak wiadomo przestałam być atrakcyjna towarzysko. I te emocje, które towarzyszyły mi po porodzie odżyły we mnie na nowo.

Było mi przykro, że mnie nawet na cholerny ślub nie zaprosiła, choć w zasadzie nie powinno. Ale poczułam się jakoś totalnie zepchnięta na margines. 

Singielki i dziewczyny w związkach bez dzieci nie lubią matek. Może nie wszystkie ale ja tego doświadczyłam. Chociaż nie jestem osobą, która w towarzystwie opowiada o kupce swojego dziecka. Jest tyle fajnych tematów do rozmowy. A jednak wypadasz z obiegu. Jakbyś przestała istnieć z chwilą, kiedy w twoim życiu pojawia się maluch. Na początku tak boleśnie to odczułam. Czy nie ma już ze mną o czym rozmawiać? Czy przestałam być sobą? Co jest nie tak? Nie mogłam tego zrozumieć. Koleżanki unikały mnie jak ognia. Co ja takiego zrobiłam - pytałam siebie.

I te dziwne spojrzenia, kiedy idziesz z dzieckiem. Czy tylko ja to tak odczuwam? Pewnie gadają za moimi plecami, że się zapuściłam, że one jak urodzą to nigdy w życiu tak nie będą wyglądać, że bez przesady.

I osiągasz level rodzicielstwo. I przyjaźnie okazują się gówno warte, bo przyjaźń znajdujesz w osobie partnera, matki, babci czy kogokolwiek z rodziny. A tzw przyjaciółka to ci może jedynie tyłek obrobić. Bo ma cię gdzieś. I może przypomni sobie o tobie jak będzie chciała złożyć wniosek na becikowe jak dziecko urodzi. To tyle z przyjaźni.

10:47, ms.blond
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 lipca 2017

Niemąż chciał w ramach wizyt starszego syna wziąć go na rower. Taka męska wyprawa tylko tata i syn, bez młodszego ogonka i beze mnie. Czas tylko dla nich.

Szanowna ex nie pozwoliła, bo uwaga - "nie ty kupowałeś mu rower, chcesz z nim jeździć to mu kup". Niemąż stwierdził, że rower chciał mu kupić na komunię, a ex stwierdziła, że dziecko nie miało na czym jeździć to musiała mu kupić.

Brak słów. Ma rower ale nie może na nim jeździć z tatą. My mamy rowery, ale żaden z nich nie nadaje się dla chłopca w tym wieku. Albo za wielkie, albo za małe.

W zasadzie z tatą to on nic nie może.Ma tyle zakazów, że czasem ręce opadają.

Wczoraj chcieliśmy jechać do aquaparku. Też mu nie wolno, bo ma chrypę. Chrypę wymyśloną. Upał na dworze, lato a dziecko nie może na basen. Wyszedł do auta z miną cierpiętnika " ja wcale nie mam chrypy" żali mi się "mama po prostu nie chce, żebym się z tatą dobrze bawił" I łzy w oczach.

Niemąż zadzwonił i przekonywał, że woda w basenie ma ponad 30 stopni, że to kryty basen, że my też jedziemy z małym i zadbamy, żeby starszy był porządnie wytarty i wysuszony etc. No idiotyzm ale już nic nie mówię.

Zgodziła się. Jakim cudem to nie wiem. Może ktoś jej uświadomił, że robi źle.

Musieliśmy co prawda kupić kąpielówki i klapki ale co tam. Starszy wyznał mi, że nigdy nie był na takim prawdziwym basenie i jest spięty. I początkowo naprawdę był, ale jak zaczęła się zabawa to już nie chcieli wyjść do domu.

I ojciec był zrelaksowany i szczęśliwy i chłopcy też. I ja w sumie też, bo lubię patrzeć jak się dobrze bawią.

Ja dziecko ojca, który nigdy mnie nie odwiedzał, który się nas wyparł i miał nas gdzieś, dziecko, które nie ma żadnych miłych wspomnień z tatą, żadnego spaceru, wyjścia na basen, zabaw, mocno im kibicuję, by ten ich czas był naprawdę fajny. Moja perspektywa mówi, że to cenne, że mimo, że im się nie ułożyło, to ich dziecko spędza fajny czas ze swoim tatą. Nie mogę zrozumieć jego matki, która ma nowego partnera, jest szczęśliwa, tak bardzo krzywdzi dziecko, myśląc że krzywdzi jego ojca.

08:26, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

Chciałabym powiedzieć, że jest super, że wszystko się cudnie poukładało. Ale jakoś wszystko się chrzani. W życiu tak niewiele rzeczy dzieje się po naszej myśli.

I żyli długo i szczęśliwie to tylko w bajkach. A ja od dawna nie lubię bajek. Lubię prawdę. Szczerość, choćby nawet bolała. I zabolała.

Niemąż kompletnie się rozsypał i przyznał się, że zdarza mu się brać narkotyki. Że nawet tego nie lubi ale miał dość sytuacji, stresów i napięcia. Nie było to jak grom z jasnego nieba. Podejrzewałam. Może nawet wiedziałam, ale nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli. Nadmiernie go sprawdzałam, popadając w paranoję. Powiedział. I nagle zeszło z nas powietrze. Ja przestałam sprawdzać jak szalona, a on odczuł ulgę, że się przyznał on chce z tym skończyć. Wrócił do leków na depresję. Zdawało mu się, że radzi sobie ze wszystkim, że super, a tak naprawdę to było gówno prawda. I ja to wiedziałam. Ale zmusić 40latka do czegokolwiek. Szkoda mi go. I jestem tak cholernie wściekła.

Zaczynamy wspólną terapię. To była jego propozycja i prośba. Musimy nauczyć się siebie na nowo.Zamknąć stare sprawy, umieć sobie wybaczyć. Nie wiem czy to coś zmieni. Nie mam nic do stracenia.

Duszę w sobie te nasze problemy, nie mam z kim o nich porozmawiać. Bo wstyd. Bo komu powiem, że dorosły facet tak się rozsypał i zawodzi kolejny raz. Tylko tym razem samego siebie.

Zmienił pracę. Kolejna ucieczka. Kolejne "spróbuję od nowa". Ja tak to widzę. Pracował tam ponad rok. Ale nie radził sobie w grupie i przede wszystkim z pracą na akord, z narzuconym chorym celem i wynikiem do zdobycia, wchodził w konflikty, był nerwowy. Wracał do domu napięty jak struna, wyżywał się na otoczeniu.Do nowej pracy poszedł z nową energią. Może mu pomoże. Robi coś zupełnie innego, dużo spokojniejszego. Boję się, że za miesiąc dwa usłyszę znowu "chcę zmienić pracę". Ucieczka od problemów nic nie da. Trzeba umieć stawić im czoło.

Finansowo powoli wychodzimy na prostą. Miniony miesiąc był naprawdę niezły. Niemąż brał wszystkie nadgodziny w starej pracy i pracował jak szalony. Wynik pozytywnie nas zaskoczył. Nadrobiliśmy trochę strat i byliśmy parę razy na dobrej kolacji i zabraliśmy mamę do Lichenia bo bardzo chciała. Jeszcze myślę dwa lata trudne i będzie nieźle. Ciągle mu to powtarzam, ale on chyba nie dostrzega jak wiele już zrobił, jak ciężko pracował. Zamiast docenić swój sukces użala się nad sobą i popada w marazm i podejmuje idiotyczne decyzje. Po co mu to? Zapytałam. Sam nie umiał odpowiedzieć.

Martwię się o młodego. Przestał jeść. Może to przez nas. Przez sytuację domową. Zadaję sobie milion pytań. Co robię źle. A jeśli nie to czy jest chory? Czy to normalne że trzylatek nie chce jeść prawie nic?

On nigdy nie był jakimś szalonym obżartuchem ale teraz to się kompletnie posypało. W zasadzie prawie nie je. Obiadów to nie je od dobrych dwóch tygodni. Pije, śniadanie, kolacja w postaci jakiejś kanapki to jeszcze ale jakiś ciepły posiłek, cokolwiek innego to dramat. Posiłki u nas w domu stały się koszmarem. Ja naprawdę świetnie gotuję. Urozmaicam posiłki, wymyślam. Staram się z całych sił zachęcić młodego, gotujemy razem. A potem nie. On jest najedzony chociaż przez wiele godzin nie tknął nic. Mówi, że ma duży brzuch i już się najadł. A przez cały dzień zjadł ledwie pół kanapki. Można oszaleć. Przestałam uczestniczyć w jego posiłkach bo wpadam w złość. Nie umiem się pohamować, wrzeszczę. Martwię się. Przecież musi jeść, inaczej skończy się szpitalem. A dla mnie szpital to gwóźdź do mojej trumny. Trauma, której panicznie się boję.

Zrobiliśmy badania pod kątem pasożytów. Nic. Mocz. Wszystko ok. Badania krwi chyba w normie. Dziś idę skonsultować je z pediatrą. Może mi podpowie.

Staramy się spędzać z małym sporo czasu. W weekend byliśmy na basenie zarówno w sobotę i niedzielę. W tygodniu jeździmy na krótkie wycieczki, odwiedzamy różne place zabaw, żeby mały się wybiegał, pobawił z rówieśnikami. Telefon i tablet schowany na dnie szafy.Młody pytał pierwszego dnia. Wczoraj pierwszy raz od dawna chciał przeczytać książeczkę. Niemąż gra z nim piłkę. Byliśmy też w kinie, chociaż to była totalna porażka.

I wciąż się tulimy. Mały woła "tulachy" i wtedy musimy we troje się przytulić i dać sobie buziaki.

Ale on nadal nie je.

15:42, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 28 czerwca 2017

Poranek. W planie badania z młodym. Od kilku tygodni ma bóle brzucha, brak apetytu. Badania trzeba zrobić nie ma rady. Krew, mocz, kał.

Wiadomo jak to z 3 latkiem. Nic nie da się zaplanować. O pobraniu próbki na zawołanie mowy nie ma. Pojechałam do pracy.

Z domu dali mi cynk, że młody wstał. Zrobił co swoje można jechać.

Przychodnia przyszpitalna. Na drzwiach jak byk kartka, żeby przepuszczać kobiety ciężarne i matki z dziećmi. Każdy rozsądny człowiek wie, że dla dziecka taka sytuacja to stres. Kolejka to stres i oczekiwanie na badanie krwi, którego panicznie się boi to stres. Młody wczepiony w ojca jak małpka, płacze od wejścia. Już poznaje te drzwi, już płacze "mamusi ja chcę do domu, odź domu, plose"

Grzecznie pytam "czy byliby państwo tak mili i przepuścili nas z synkiem, on tak się boi i nie da rady w tej kolejce tak długo"

Odpowiada mi cisza. Kilkanaście par oczu. Głownie kobiety w wieku bliżej emerytalnym. Dwie dziewczyny w ciąży i jeden mężczyzna.

Ponawiam pytanie a młody coraz głośniej płacze ze strachu.

Wstaje pani z laską " O nie! Ja mam ponad 70 lat proszę pani i jestem chora i to ja powinnam wejść bez kolejki w zasadzie"

Patrzymy z niemężem na siebie. On już wyraźnie się gotuje. Cicho do mnie mówi "Rydzyka to by przepuściły" Wychodzi z młodym na powietrze, uspokaja. Pytam kto jest ostatni. Cisza. Wszyscy się gapią. Mam ochotę krzyknąć "ludzie, co wy wyprawiacie" ale pytam ponownie "kto jest ostatni".

W końcu odpowiada mi stojąca naprzeciw mnie dziewczyna, jakby mnie w ogóle nie słyszała "Ja jestem ostatnia".

Szok i niedowierzanie.

Nadchodzi kolej jedynego mężczyzny w tej kolejce. "Proszę państwa, ja państwa przepuszczę. Dziecko się boi, jest na pewno głodne i nie ma potrzeby przedłużać jego stresu.Proszę bardzo"

Na te słowa podrywa się 70latka która na mnie nawrzeszczała. "to jak tak, to ja idę bez kolejki, ja powinnam a nie dziecko" I weszła bez pardonu do gabinetu pobrań.

Nie mogłam uwierzyć. Nikt nie zareagował.

Podziękowałam mężczyźnie za okazane serce. Byłam zszokowana, że głownie kobiety nie były w stanie zlitować się nad przerażonym maluchem. Czyjeś matki, babki. Niemąż raz przepuścił ojca z synkiem to go prawie zlinczowali.

Weszliśmy. Młody w panice. Mnie pot leciał po plecach z nerwów.

Gdy wychodziliśmy jeszcze szlochał wczepiony w niemęża. Głośno powiedziałam do zebranych wychodząc. Dziękuję paniom bardzo, do widzenia.

Nadal jestem w szoku.

14:43, ms.blond
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23