Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
piątek, 28 kwietnia 2017

Mam teraz niełatwy czas. W naszej sytuacji, kiedy wszystko jest wyliczone co do grosza, że balansuję tak, żeby wystarczyło, żeby rachunki popłacić bez zaległości, żeby do przodu, każdy najmniejszy nieplanowany wydatek to koszmar, który wprowadza chaos.

Po pierwsze niemąż ma kłopoty z zatokami, nosem. Miał tomografię, bierze leki, na które wydałam dużo, ale od efektów leczenia zależy czy będzie musiał mieć zabieg, operację.

Po drugie zaostrzenie alergii u młodego. Stres pierwszego świadomego pobrania krwi żylnej. Słyszał go chyba cały szpital. Dziecko ma teraz uraz i panicznie boi się lekarza. Co do tej pory było nie do pomyślenia, bo synek uwielbiał chodzić do swojej pani doktor. Czy to minie? Zwłaszcza, że mamy kolejne skierowanie na badanie krwi żylnej i jestem chora na samą myśl. Na leki i emolienty wydałam krocie a i tak nie zrealizowałam wszystkich recept. Kolejne testy, wizyty u specjalistów. Mieliśmy moment paniki, bo pani doktor bała się, że to objawy choroby krwi, ale morfologia wyszła dobrze co przyjęliśmy z ogromną ulgą.

Długi się piętrzą, za chwilę komunia chrześnicy, na którą de facto nie mamy pieniędzy.

W tym miesiącu jak na złość też miałam kolejną ratę OC. Płacz i płać. Nie ma wyjścia.

Zapożyczyłam się gdzie mogłam. Niemąż poszedł malować u sąsiadów. Każdy grosz się liczy.

Jedna maleńka kropka radości na tym bezkresie problemów. Niemąż dostał umowę na firmę, a nie przez agencję pracy. To była dla nas wielka niespodzianka i powód do radości. No i będę miała swoją kartę multisport i będę chodzić na siłownię lub fitness. To wielka radość dla mnie. Ciągle nie było mnie stać żeby iść na zajęcia. A teraz będę mogła to robić do woli :)

08:26, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 19 kwietnia 2017

No i nadszedł ten moment, kiedy padają pierwsze brzydkie wyrazy.

- Dupa - słyszę nagle.

- Co kochanie mówiłeś? - udaję przygłuchą

- Tak mamusiu, ładne autko - udaje głupka młody i zmienia temat rozmowy z niezwykłą finezją.

Czekam na te gorsze. Bo na pewno będą. Niemąż czasem zapomina, że syn ma uszy i słyszy i wszystko zapamiętuje. Śpiewa po angielsku, liczy i woła " oł noł" albo "gud dżob" lub inne takie. Więc bez trudu zapamięta słowo na k lub h.

14:12, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 kwietnia 2017

Życie nie jest wolne od napięć i stresów. Życie 3 osobowej rodziny mieszkającej w pokoju 12m2 tym bardziej nie.

Niemąż jest nerwowy, ciska się, wścieka. Wywala na mnie swoje frustracje i stresy. Moja matka działa na niego jak płachta na byka. Na mnie też, ale jednak to moja matka. Czasem czuję się jak jej podnóżek. Czasem z uwielbieniem mnie obraża, wytyka jaka jestem beznadziejna jako matka, jako człowiek, jak nic nie umiem zrobić. Jeśli zadaję jej pytanie prawie zawsze słyszę "czego?" albo odpowiedź ale podniesionym głosem, z pretensją w tle. Ona ma w sobie tyle złości do świata, nienawiści.
Ciotka moja mówi:

- Odpuść jej. Ona nie będzie inna. Niech sobie siedzi przed tym telewizorem jak chce. Nie zmienisz jej.

Dziś też zadzwoniła do mnie, żeby poinformować mnie jaka jestem beznadziejna:

- Beznadziejna jesteś, nic nie myślisz o dziecku, w ogóle cię nie interesuje co zje na obiad, nic nie przygotowałaś, ja nie będę wymyślać, on nic nie chce jeść - ciągnęła swój monolog.

- Nie przygotowałam bo Niemąż jest w domu, on mu przygotuje obiad - powiedziałam i się rozłączyłam. Zachciało mi się płakać. Jak mogła.

Nadchodzące święta będą dziwne. Kupiłam dla nas białą kiełbasę,upiekę pasztet. Ona kupiła sobie białą kiełbasę i jakieś mięsa. Powiedziała, że zaprasza nas na obiad w I dzień świąt, w sensie że ona gotuje.

My bardzo skromnie z racji nadchodzącej komunii i wydatków. Już drżę czy wystarczy mi na czynsz i opłaty dla matki, bo jeśli nie będzie ostra awantura. OC mogę nie zapłacić czy rachunku za telefon, jej muszę dać. Nauczyłam się po ostatniej sytuacji.

Modlę się o jakieś rozwiązanie. Byle przetrwać.

12:36, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 05 kwietnia 2017

- Mamusiu, lozmawiamy? - pyta syncio.

- No oczywiście - odpowiada matka.

- Jestem ludziejem?

- Jesteś człowiekiem skarbie. -odpowiada mama.

- Jestem ludziejem! Blanoc mamusiu.

10:36, ms.blond
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Za moich czasów dostanie w prezencie zegarka czy kolczyków na I Komunię Świętą było wielkim wydarzeniem. O rowerze nie wspomnę. Sama nie dostałam roweru ale za to dostałam walkmana i czułam się jak gwiazda.

Gdy do Komunii szedł mój 18 letni w chwili obecnej chrześniak - kupiłam mu rower i to był jedyny prezent bo wszyscy dali mu pieniążki, których pewnie i tak nie widział na oczy.

W tym roku chrześnica niemęża idzie do I komunii. Chcąc sprawić dziecku maksymalnie dużo radości i sprawić prezent, który będzie po prostu trafiony wypytywaliśmy rodziców co by mała chciała dostać. W naszej niezbyt łatwej sytuacji danie w prezencie większej sumy pieniędzy jest niemożliwe, a prezent kupiłabym taki by był on ciekawy i odpowiedni od "ojca chrzestnego" jako pamiątka tego wydarzenia.

I usłyszałam.

Roweru to nie, kolczyków w zasadzie też nie bo nie będzie nosić, w ogóle biżuterii to bez sensu, zegarka nie bo już ma, telefonu nie bo ma, tabletu nie bo ma, sprzętu nie. A jest coś czego nie ma, myślę sobie.

- Jak masz wydać 200 zł to lepiej jej dajcie to 200 zł - usłyszałam i mnie zatkało.

Poczułam się jakby ktoś dał nam w twarz.

Mogliśmy nie pytać i kupić to co uważamy za słuszne. A tak poczułam się jak łachmaniara. Ocenili nas bardzo nisko. Strasznie mi przykro się zrobiło bo miałam jak najlepsze intencje.

Dziś kasa rządzi światem. Mimo naszej sytuacji chcieliśmy dać więcej pieniędzy. Ale w tej sytuacji to sama nie wiem. Niemąż przez moment miał myśl że może nie pójdziemy wcale na imprezę, tylko do kościoła.

11:34, ms.blond
Link Komentarze (3) »
piątek, 31 marca 2017

U nas choróbsko. I skończyło się antybiotykiem. Noce nieprzespane. Co chwilę się odkopuje, bo za moment drżeć z zimna. Kaszel okropny. Mały biduch. Lekarstwa dzielnie przyjmuje. Tylko nosa nie umie wydmuchać. Jak był młodszy to jeszcze jakoś tam mu się udawało, a teraz jest problem.

Wszedł do gabinetu Pani doktor. Wiekowej i dystyngowanej. Ale ulubionej przez moje dziecko z wzajemnością.

- Cześć Pani Leke. Masio choly. Galdło boli. - rozsiadł się na taborecie i się zakręcił. Przyciągnęła go do siebie bliżej. Podniósł podkoszulek pokazując brzuch zanim niemąż i ja zdażyliśmy cokolwiek powiedzieć czy zrobić. - Masio choly, badać?

Pani doktor się uśmiała. Zbadała. W nagrodę dała misia z papieru z ubrankami. Po drodze oczywiście naciągnął nas na resoraka. Ale tak mi było go szkoda, że matka wariatka oczywiście kupiła, byleby dziecko było szczęśliwe.

09:23, ms.blond
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 marca 2017

Każda mama wie ile stresu kosztuje rekrutacja malucha do przedszkola.

W zeszłym roku syn się nie dostał, bo podobno dzieci z jego rocznika były poza kwalifikacją. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przeczytałam że w przedszkolu aż 25 dzieci z jego rocznika jednak zostało przyjętych. Mój syn mimo że z początku roku więc miał 2.5 roku - nie dostał się. Dostały się dzieci młodsze od niego. Może dlatego, że nie skłamałam w oświadczeniu i nie napisałam że jestem samotną matką. A może dlatego, że pracuję. Bo dziwnym trafem do przedszkola dostają się dzieci rodziców przebywających na urlopach wychowawczych, bezrobotnych. Mój syn cały rok siedział w domu, bo nie był nawet na liście rezerwowych.

W tym roku czekam niecierpliwie na rozpoczęcie rekrutacji. W moim mieście bardzo opóźnionej z jakichś formalnych względów. Tym razem będę walczyć jak lwica, żeby moje dziecko do przedszkola się jednak dostało. Jeśli się nie dostanie, będę pisać odwołanie i nie wiem co jeszcze.

12:03, ms.blond
Link Komentarze (4) »
środa, 22 marca 2017

Urodziny młodego się odbyły. Ja oczywiście przeżywałam jak mrówka okres, ale jak zwykle niepotrzebnie. Tort wyszedł nam pyszny, wszyscy w zachwycie. A mi ulżyło. Co roku wychodzi lepszy. Do 18tki osiągnięmy mistrzostwo :D

Niemąż mi pomagał dzielnie. Tort właściwie udekorował sam. Tknąć mi nie dał.

Jak robiliśmy obiad, zabroniłam mężowi podjadać. Ślina mu ciekła ale ja jak ten ceber nie i koniec bo zabraknie. Oczywiście sporo zostało jeszcze.

Dzieć zadowolony, ba- przeszczęśliwy. Dmuchanie świeczek ćwiczył już parę dni, na świeczce wbitej w jabłko. Ciągle musiałam śpiewać sto lat i klaskać. Takie próby przed premierą :D

 

No i mam w domu już kawalera. Tyle że kawaler nie umie się rozstać z pieluchą i smoczkiem.

- Ja lubię pieluchę - mówi do mnie kiedy sadzam go na nocnik.

- Jestem supermenem - woła - będę latował świat.

- Supermen na pewno robi siku i kupkę na kibelek i ratuje świat bez pieluchy - przekonuje go ojciec.

Sukcesu na tym polu puki co brak.

09:20, ms.blond
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 marca 2017

Wychodzimy z domu. Po zakupy. Młody po chorobie więc chciałam go troszkę przewietrzyć. Na ocieplane kozaczki już za ciepło. Z szafy wyjmuję butki, które dostaliśmy po kuzynie. Skórzane, dobrej firmy.

- Nieeee - krzyczy młody - nie buty wuja Kasza, buty Okara - nieeee!

( Nie chcę butów od wuja Łukasza bo to buty Oskara!)

Ryk i płacz, łzy jak grochy. I zawodzenie.

- Choć, ja już wychodzę. Nie możesz iść na bosaka przecież. - zapewniam go i uchylam drzwi.

- Mamo, ciekaj - woła - nie buty, nie chcę!

Bierze mnie za rękę i idzie, ale co schodek to zawodzenie i wielkie łzy. Zapinam go w fotelik i płacze. Dociera do nas tatuś. Wsiada do auta:

-Fajne buty co Maksiu? - pyta go podstępnie

- Fajne, noo- przytakuje młody- Fajne buty.

I problem z butami znika.

I tak jest z każdą nową rzeczą. Nową kurtką, nową czapką. Z butami najgorzej zawsze.

09:23, ms.blond
Link Komentarze (3) »
czwartek, 09 marca 2017

W domu szpital. Zaczęło się od najmłodszego. I teraz wszyscy jesteśmy chorzy. Wczoraj poszliśmy do łóżka o jakieś niewyobrażalnie wczesnej godzinie. Ból mięśni był nie do zniesienia. Katar i ogólne rozbicie. Łóżko wołało mnie już od momentu, kiedy po pracy przekroczyłam próg mieszkania.

Niemąż marudził umiarkowanie, trochę z racji dnia kobiet a trochę, bo wiedział, że ja też czuję się paskudnie. Młody miał najwięcej siły z nas wszystkich i zastanawiałam się jak on to robi mimo choroby. Apetytu zero, za to pił ogromne ilości płynów.

W końcu skapitulował i wlazł z nami pod kołdrę.

Nie znoszę chorować. Zwłaszcza jak jestem matką. Wtedy złe samopoczucie wchodzi na hard level.

13:33, ms.blond
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22