Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
poniedziałek, 30 lipca 2018

Przyszła dziś do mojej pracy moja koleżanka z licealnej klasy. Miałyśmy okazję spotkać się w podobnej sytuacji parę lat wstecz. Nie mamy żadnych koleżeńskich relacji, nie widujemy się na mieście, w zasadzie zero kontaktu. Łączy nas tylko to, że chodziłyśmy razem do szkoły.  Gdy parę lat temu przyszła do mojej pracy byłam wtedy sama, nie miałam jeszcze dziecka. Dogryzła mi wtedy okropnie:

- A ty co, panienka?- zapytała z przekąsem widząc moją pieczątkę na dokumencie.

Nie pamiętam co jej odpowiedziałam, ale chyba nic bo mnie zatkało. To było chamskie i bezczelne.

Dziś jak tylko weszła, wiedziałam, że będzie podobnie.

-- No, a tak w ogóle co tam u ciebie?- wypaliła jakbyśmy spotkały się w zeszłym miesiącu na kawie.

- Wiesz co, nie mam czasu na rozmowę- zbyłam ją.

- Acha... odpowiedziała - rozumiem, że nic się nie dowiem. Ewidentnie nie chcesz rozmawiać.

- Nie- powiedziałam krótko.

Poszła jak zmyta.

Jestem życzliwa, miła, z uśmiechem witam dawno nie widziane twarze. Nie lubię chamstwa. Wchodzenia z butami w czyjeś życie. Oceniania i bezczelności.

Nie lubię też prawie obcej osobie nagle mówić, że żyję w związku, mam dziecko i co tam jeszcze. Bo ewidentnie to ją właśnie interesowało.

14:15, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 lipca 2018

Dziś wraca mama.

Maks przez te 3 tygodnie w ogóle o babci nie mówił,nie chciał z nią nawet rozmawiać przez telefon. Babcia oczywiście pytała czy wnuczek o niej mówił,pytał. Nie mówił i nie pytał. Taka lekcja pokory dla babci. Że dziecko ma rodziców. Chociaż Maks niewątpliwie za babcią tęskni.

Ja w środę wracam do pracy. Bolesny powrót do rzeczywistości. I niezbyt przyjemny. Ale taka kolej rzeczy. Dobrze było chociaż na chwilę oderwać się od tego zgiełku.

08:07, ms.blond
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 lipca 2018

Nasz wyjazd powoli dobiega końca. 

Nie mogę doczekać się snu w naszym łóżku. Tu na kwaterze mamy twarde łóżka,do których kompletnie nie jesteśmy przyzwyczajeni. Każda noc to katorga. Mnie boli szyja i barki a niemęża odcinek lędźwiowy. Tylko młody nic sobie z tego nie robi i śpi w najlepsze.

Jod ma na niego dobry wpływ. Nie ma tu nawet kataru a przecież kąpał się w zimnym zdecydowanie morzu. Alergia w ogóle nie dokucza.Pogody są zmienne. Chmury i wiatr a za godzinę pełne słońce i upał. Idziemy na plażę,uciekamy bo zimno i po południu wracamy znowu bo upał się rozkręca. Naprawdę ładna była niedziela. Cały dzień udało się spędzić na plaży,opaliliśmy się trochę a młody zachowywał się wręcz wzorowo i został pochwalony.

Psoci okropnie i ciągle słyszymy "pseplasam" "nie ściałem" "nic mi nie jest".

Ceny są kosmiczne. Mnie najbardziej powaliły kręcone frytki. Ziemniak na patyku za 9 zł. No to jest interes życia. A dzieci jak te muchy do lepu. My ulegliśmy raz i Maks po posmakowaniu zdecydowanie więcej tego nie zawołał. 

Dla niego hitem okazały się gokarty. Jeżdzi codziennie. 10 zł za godzinę nie wydaje się jakimś kosmosem. A dla niego to frajda. Na to mogę przystać.

Na rybce byliśmy raz. I dwa razy na zupie rybnej. Rachunek za rybę sprawił,że oczy wyszły mi z orbit. Ale ryba była pyszna,to niezaprzeczalny fakt. Zupa rybna zresztą także ale to już koszt mniejszy. I chyba jeszcze na pożegnanie z morzem na zupkę pójdziemy.

Być nad morzem i nie zjeść ryby!

Jedno jest pewne-na urlopie z dzieckiem trzeba mocno trzymać się za portfel. My trzymaliśmy się mocno. Ale i tak trochę przekroczyliśmy nasz skromny budżet. Niemąż stwierdził że na kolejne wakacje oszczędza od września żebyśmy nie musieli sobie wszystkiego odmawiać.

Skromnie ale razem. To jest najważniejsze. Takie wyjazdy nas zbliżają jako rodzinę. Jesteśmy bliżej niż zwykle. 

07:28, ms.blond
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 lipca 2018

Wczoraj miałam kryzys wyjazdowy. Pogoda się zepsuła a planowaliśmy plażowac cały dzień. 

Rano spacerowaliśmy i troszkę zwiedzaliśmy i poszliśmy na paskudny obiad. Chociaż nie,pomidorowa młodego była znośna i nawet zjadł. Zresztą dzieci lubią takie stołówkowe żarcie to mnie cieszyło, że je ciepły posiłek. Ja swoją porcję oddałam niemężowi bo był głodny. Poszliśmy na ten obiad tylko ze względu na małego. Na kwaterze mieliśmy własny sos bolonese i wiedziałam że kolacja beďzie o wiele lepsza. Sporo jedzenia zabrałam z domu ale dziecku pomidorowej nie ugotuje. On nawet spaghetti nie je. Taki typ.

Niebo zasnuły chmury i zrobiło się zimno i niemiło.

Młody na przemian przepraszał i za chwile robił znowu awantury że chce to czy tamto. Mnie nagle wszystko przestało się podobać.

 

Chciałam wyjazdu i zdecydowałam się na niego mimo ograniczonych środków. Ale dwoje dorosłych ludzi potrafi sobie odmówić piwa za 12 zł i obiadu w dobrej restauracji ale dziecko chce na gokarty i nie rozumie że dziś tylko godzinkę,  żeby jutro też mógł pojeżdzić,że nie kupimy piłki na straganie bo ma w domu 3 inne. Że plastikowe autko za 35 zł to kiepski pomysł. 

Miałam nadzieję że będzie pogoda,słońce i pół dnia spędzimy na plaży. Zryczałam się i miałam ochotę wracać do domu. Bo nie po to zapłacilam za pokój nad morzem żeby oglądać TV. 

Poszliśmy na spacer do portu ubrani ciepło. I trochę emocje opadły. Nogi bolały mnie od 3 spacerów tego dnia. Padliśmy jak muchy kiedy było jeszcze jasno. O seksie z niemężem nawet nie było mowy. A mieliśmy takie ambitne plany...

 

Dziś wyszło słońce. Może będzie lepszy dzień... 

06:38, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2018

Jesteśmy nad morzem. Właśnie jem śniadanie na balkonie naszego pokoju. Jest 6 rano. Ja nie mogę spać. Nigdy się nie wysypiam w takich miejscach. Mewy drą się jak opętane. Niczego się nie boją,są jak gołębie w Krakowie. Żebrzą o jedzenie. Ale wcale mi to nie przeszkadza. Dla mnie to niecodzinny widok.

Drogę prawie 450 km pokonaliśmy o dziwo bez problemów. Pokonało mnie ostatnie 50 i dojechałam naprawdę zmęczona i obolała. Młody to jest zwierzę samochodowe więc usnął jak zwykle dopiero pod koniec jazdy a przecież wstaliśmy o 4 rano.

Nie,wcale nie padł szybko. Tak naprawdę był nieznośny i nawet niemąż-oaza ojcowskiego spokoju miał łzy w oczach z nerwów. Powiedział,że wyśle go FedExem do domu. Wieczór spędziliśmy na plaży,bo to jedyne miejsce bez tych wszystkich pułapek na portfele rodziców. Maks był szczęśliwy a nas ukoił szum fal i niezapomniany widok. 

Morze się nie starzeje. Jest. Nas już dawno nie będzie a tu nadal będzie  za horyzont zachodzić słońce. 

Co przyniosą kolejne dni? Jak przetrwamy dziecięce humorki? Dziś obiecaliśy wypłakiwane wczoraj rowery. Musimy dozować te atrakcje bo przecież budżet mamy mocno ograniczony. 

06:03, ms.blond
Link Komentarze (1) »
piątek, 29 czerwca 2018

Jak każda matka 4 latka, muszę odsiedzieć swoje na placu zabaw. Średnio to lubię, ale ostatnio zwykle biorę książkę i zatapiam się w lekturze, a że uwagę mam mocno podzielną to spokojnie doglądam młodego.

Plac zabaw jak to plac zabaw rządzi się swoimi prawami. I jest  cały zakres mamusiek. No i są też różne babcie i dziadkowie. Ale to już inny level. I są dzieci, które po prostu są dziećmi i chcą się razem bawić.

Nie zawsze mam ochotę na te rozmowy ławkowe. Czasem mam, no nie jestem taka aspołeczna. Z tym, że pracuję w instytucji publicznej to mnie większość mamuś zna choćby z widzenia. I każda bacznie mi się przygląda w każdej sytuacji. Np zaglądanie do wózka sklepowego i totalna obserwacja. Albo pytania o sprawy zawodowe. Tego w swojej pracy nie znoszę.

Ale do brzegu.

Wczoraj poszłam na plac zabaw odbębnić swoją godzinkę, półtorej. Przycupnęłam na ławce i umierałam w myślach, bo totalnie nie czułam się na siłach by być gdziekolwiek poza domem. Miałam naprawdę kiepski dzień i czułam się niespecjalnie. Ale dziecko jest dziecko.

Młody dojrzał piłkę w rogu.

- O piłka, mogę pograć?

I słyszę:

- Zosia, zabierz chłopcu piłeczkę! - krzyczy babcia z ławki - Daj ją tutaj natychmiast. Adaś będzie płakał.

Syn zbaraniał. Spojrzał na mnie, oddał dziewczynce piłkę. Zwykle na placu zabaw dzieci bawią się wszystkim. Nie ma moje, twoje. Jest nasze, umownie tu i teraz. Bawią się, a jak ktoś akurat wychodzi do domu zbiera to co jego i nie ma sprawy.

A jednak.

Zabawa trwała w najlepsze. Młody zaczął bawić się z tym Adasiem, jedynym chłopcem na placu. Posadziłam chłopaków na konika i wracam na ławkę.

- Dziękuję mamusiu, że nam pomogłaś - słyszę od mojego dziecka.

Babcia Adasia i Zosi lekko mrugnęła.

Zabawa trwała, młody podszedł do tej babci:

- Pseplaszam Panią, mozemy piłkę?

Zbaraniała. Widziałam jej zaskoczoną minę.

Chłopcy chwilę pograli, kolega Adaś rzucił piłkę w kąt. Młody zganił go:

- Nie, piłkę trzeba oddać twojej babci. Ja zaniosę - pobiegł - proszę bardzo - oddał piłkę starszej pani. Kompletnie nic nie powiedziała. Wystarczyło mi że widzę jak jej głupio, że tak potraktowała dziecko.

Tak to moje dziecko nauczyło babę kultury na placu zabaw.

10:50, ms.blond
Link Komentarze (3) »
środa, 27 czerwca 2018

Babcia wyjechała w rodzinne strony.

Na pociąg miała rano jechać autobusem podmiejskim. My z młodym szykowaliśmy się do przedszkola i pracy.  Niemęża już nie było.

Wyjeżdżam z osiedla,patrzę a mama stoi na przystanku. Do odjazdu pociągu niewiele czasu,miejscówka wykupiona. Autobus nie przyjechał.

Wcale nie planowałam spóźnić się do pracy. Ale nie było wyjścia.

Logistyka życia bez instytucji babci jest nieco skomplikowana to fakt. Ale na szczęście wykonalna. Moja mama myśli oczywiście że bez niej zginiemy ale obiad ugotowałam,posprzątałam mieszkanie. Właśnie piekę ciasto z czereśniami i siedzimy sobie z młodym i oglądamy Boba Budowniczego.

Także ten.

Za tydzień o tej porze będę oglądać zachód słońca na plaży.

19:21, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 czerwca 2018

Nasz wyjazd wakacyjny za dwa tygodnie. A my jesteśmy w lesie z kasą. Niemaż ma dwie prace w tej chwili ale wszystko co zarobił musiało iść na bieżące sprawy. Co odłożyłam parę setek, to zaraz musiałam zabrać. Bo brakło na żywność, bo auto wymagało niezbędnej naprawy, bo młody się rozchorował, bo rachunek za światło. I tak naprawdę na ten moment na wyjazd prawie nie mamy.Niemąż pociesza że jeszcze dwa tygodnie i będzie pracował non stop, że zarobi, że biednie, ale razem, że damy radę. Wstał i poleciał na 10 godzin, wpadnie do domu i pójdzie na nocną zmianę. Tak, prawie go nie widuję.

Wczoraj obiad u teściowej. Siostra niemęża z rodziną. Jadą za granicę. To główny temat przy stole. Mnie się nic nie należy, nie biorę socjalu bo "za dużo zarabiam", nie oszukuję i nie robię z siebie gwiazdy. Jestem prosta dziewczyna, ciężko pracuję na wszystko co mam. Oglądam każdą złotówkę zanim ją wydam. Trudno rozmawiać z ludźmi, którzy traktują cię z góry. W oczach których jesteś biedotą, z którą nie warto rozmawiać bo pewnie nic nie masz do powiedzenia o świecie.
Gdy mówię, że czytam ciekawą książkę o wojnie w byłej Jugosławii, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Niemąż ucieka na balkon i obserwuje nasze dzieciaki pod domem. Nie chce udawać nawet. Ja się staram znaleźć jakiś punkt zaczepienia, być otwarta. Niezręczna cisza przeplata się jakimiś rozmowami o dzieciach. To jedyny wdzięczny temat.

Wychodzę chora z tego obiadu. Nerwy trzymają mnie do wieczora. Teściowa nawet skrytykowała  nasz wybór kwatery, bo ktoś tam miał tańszą i ładniejszą. Nie przemawia do niej, że moja mama tam była, że znajomi też i byli zachwyceni, że 200 m od plaży. Nawet nie widziała a już wie, że tamte jej znajomej lepsze. Nie, my nie potrafimy dokonać właściwego wyboru.

Gdy byliśmy dwa lata temu w górach, rodzinnych stronach mojej mamy, nie było żadnego zainteresowania naszym wyjazdem. Gdy tamci byli w tym samym miejscu w tym roku, zachwytom nie ma końca. Mimo, że ja mam tam korzenie i znam każdy kąt. Przeszło bez echa.

Smutno mi,bo czuję się gorsza. Bo moje dziecko jest tym gorszym wnuczkiem. Bo mój niemąż jest tym gorszym dzieckiem. Ludzie gorszego sortu.

Kurcze, staram się, ale mi się ulewa. No po prostu nie mogę.

12:43, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 czerwca 2018

Niemąż jechał na rowerze, wpadła mu w oko mucha. Odruchowo zamknął oczy, po czym zderzył się ze znakiem drogowym, przekoziołkował przez kierownicę i wylądował w rowie!

Serio!

Więcej szczęścia niż rozumu. Był na pogotowiu. Zbadali go, zrobili rentgeny. Guz wielkości pięści, głowa na szczęście bez zmian, niegroźne stłuczenia barku. Miał kilka dni zwolnienia.

 

Ale teraz za to jeździ w kasku.

14:37, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 czerwca 2018

Często mam dość mieszkania z matką.

Stoję w kuchni. Robię kawę.

-Trzeba małemu zrobić śniadanie -rzuca mimochodem a mnie skóra cierpnie. Mam ochotę rzucić kubkiem z gorącym płynem o ścianę. Ściskam rączkę czajnika aż bieleją mi kłykcie.

Takich mimochodów jest milion na każdym kroku.

- A dałaś mu leki o ósmej? Na pewno mu nie dałaś-pyta dwie godziny po tym jak sama (niesamowite prawda?) podałam dziecku leki.

Uświadamiam matce że mam 36 lat i umiem nakarmić moje dziecko,pamiętam o podaniu mu leków,potrafię go ubrać stosownie do pogody i jestem w stanie decydować sama!

Słyszę to i mam ochotę wyć. Mam ochotę skoczyć jej do gardła i przegryźć tętnicę. Tak to moja matka. Na każdym kroku oczekuje ode mnie szacunku. A doprowadza mnie do szału.

Matka roku!

12:30, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28