Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
sobota, 16 lutego 2019

Nie lubię wyrzucać jedzenia. Często robię posiłki z tego co mi zalega w lodówce. Jakieś kotlety,zapiekanki,dania z patelni. Czasami wychodzą z tego bardzo sensowne rzeczy. Dziś robię pierogi z mięsa z rosołu. Zbierałam w zamrażalniku z kilku rosołów. Zmieliłam. Dodałam szpinak,podsmażoną cebulkę , wszystko  jeszcze podsmażyłam,doprawiłam i będzie pierogów na 3 dni.

Ale jednego nie znoszę-dojadać. A że nie lubię wyrzucać to dojadam.  Kawałek pizzy z piątku,niedojedzona przez małego bułka z serem, reszta sałatki. I moje silne postanowienie pt.Dieta idzie w łeb. 

Muszę chyba zmniejszać porcję,które gotuje. Bo za dużo zostaje. Albo nauczyć się wyrzucać?

Już i tak mniej wydaje na jedzenie bo planowanie posiłków idzie nam coraz lepiej to jednak gdzieś nadalpopełniam błąd.

11:07, ms.blond
Link Komentarze (1) »
piątek, 15 lutego 2019

Miało nie być walentynek. To znaczy mieliśmy sobie nic nie kupować.Zamówiliśmy bilety do kina na sobotę w ramach świętowania. Ale ja już rano postanowiłam że zrobię domownikom małe upominki. Po prostu nie moglam odmówić sobie tej przyjemności. Kupilam drobne prezenty dla niemęża, syna i dla mamy i dałam im po południu. Tak niewiele a zrobiło fajny dzień.

Od syna dostałam piękną laurkę z sercem i napisem MAMA i kwiatkiem. W środku były literki które Maks umie napisać. Powiedział że to książka dla mnie. Urocze i cudowne. Dzieci są wspaniałe.

A od niemęża dostalam bukiet róż. Oklepane? Wcale nie. Lubię dostawać kwiaty. Niemąż robi klasyczne prezenty -kwiaty i biżuteria. A ja to właśnie lubię. Całe lata nikt o mnie nie dbał więc teraz takie drobne gesty wiele dla mnie znaczą. Sam fakt że wydał swoje zaskórniaki na kwiaty dla mnie to już spory wyczyn :-)

Wieczorem zrobiłam popcorn i rozsiedliśmy się całą trójka na kanapie oglądając Auta 3. Patrząc na moich chłopaków pomyślałam że tego właśnie chciałam. Że o to właśnie chodziło. 

07:28, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lutego 2019

U nas nadal problemy laryngologiczne. Dwukrotnie byliśmy u laryngologa w krótki odstępie czasu. Dostał tylko leki donosowe, bo zapalenia nie ma. Dwa dni spokoju i kolejny ból. Potem znowu kilka dni spokoju i ból innego ucha. Dziś noc nieprzespana, ból, krzyk. Wizyta kontrolna u laryngologa zaplanowana na 3 tygodnie. Dzwonię do przychodni, pan doktor się rozchorował. I co tu robić. Pojechałam z małym do pediatry. Dostaliśmy antybiotyk.

Trochę opadłam z sił, bo miałam wrażenie, że nie potrafię pomóc własnemu dziecku. Alergia go wykańcza, wiem, że w perspektywie ma branie sterydów. Nos ciągle zapchany, zatoki zawalone, opuchnięte, śluzówka nosa przesuszona. Pani doktor wspominała, że jeśli tego nie opanujemy dotychczasowymi lekami, będzie trzeba wprowadzić sterydy. Obie chciałyśmy tego oszczędzić. Aż się boję następnej wizyty u alergologa.

Rozważamy kupno oczyszczacza powietrza. Nie wiem jak mam pomóc dziecku. Walka z roztoczami to jak walka z wiatrakami. Nie do wygrania.

13:34, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 lutego 2019

Młody lubi przynosić z podwórka jakieś kamyczki albo patyki. Ostatnio już tych kamyczków kilka się zebrało. Nie rozumiem tego fenomenu do dziś.

- Co to jest? - pytam, wskazując palcem na leżące na półce kamienie.

- Mariany- odpowiedział pewnie młody. I dodał - A... i jeden Piotrek.

Marian dostał też na imię jeden patyczek znaleziony w drodze powrotnej z przedszkola. Leżał ten Marian z kredkami w pudełku, trochę się wałęsał po stole. Babcia chciała tego Mariana w końcu wyrzucić. Ale młody podniósł alarm, że to jego Marian i najlepszy na świecie patyk. I nie pozwolił wywalić.

Wczoraj Marian się złamał w małych rączkach.

- O, co się stało Marianowi ?- biadolę nad losem nieboraka, a w duchu cieszę się, że go zaraz wyrzucę.

- To jest Marian i Karolina - objaśnił nagle mały- najlepsi przyjaciele.

I tak jak z żebra Adama powstała Ewa, tak z patyka Mariana powstała Karolina. Dwa najlepsze patyki.

I niech mi ktoś powie, po co dzieciom drogie zabawki?

09:37, ms.blond
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 stycznia 2019

W styczniu przeczytałam tylko dwie książki! Aż sama w to nie wierzę. Miewam jednak taki okres, kiedy czytanie nie wychodzi mi najlepiej. I akurat tak wypadło. Nie wiem, może jestem przemęczona, może stres nie pozwala mi się skupić na lekturze. Czytanie od zawsze stanowiło dla mnie sposób na relaks i ciekawe spędzenie czasu. Ale czasem po prostu nie wychodzi. Mam nadzieję, że to minie, bo kolejka ciekawych pozycji się wydłuża. Zaczęłam Chyłkę i chciałabym przeczytać też drugą część. Trzy ostatnie części sagi Poldark stoją na mojej półce. Parę jeszcze innych, równie ciekawych pozycji mam w czytniku, przesłane przez znajomego z pracy. No nuda mi nie grozi. Żeby tylko czytanie dobrze szło.

Młody poszedł w końcu do przedszkola, chociaż w sobotni wieczór znowu bolało go ucho. Nie mam już siły. Laryngolog go oglądał, leki zadziałały i wszystko było dobrze. A tu nagle ból. Niedziela była już spokojna, wczorajszy dzień także. Więc sama nie wiem co myśleć. Zaczynam podejrzewać że to może jednak zęby, może mu wychodzą 6tki? Zapisałam go do dentysty i za tydzień mamy wizytę. Pierwszą w jego życiu. Mój syn to klasyczny histeryk, więc będzie masakra przy zwykłym przeglądzie. Ale w końcu musi do tego dojść. Mały nie lubi słodyczy, nie pije słodkich napojów, tylko od czasu do czasu, pięknie myje zęby, ale przecież może i tak coś się tam dziać. Będę spokojniejsza, jeśli to sprawdzę.

Finansowo styczeń wypadł kiepsko. Za dużo wydatków. Leki. Rachunki. Styczeń zawsze daje po portfelu. Niemąż się poprawił. Patrzę na niego z ukosa, obserwuję.  Dużo pracuje, wraca zmęczony. Gdy je obiad młody już nad nim stoi: tata, zjadłeś?chodź się bawić. Ostatnio udało nam się wyrwać do kina i na kolację. Było miło, ale po powrocie do domu padliśmy zmęczeni i usnęliśmy. Brakuje mi trochę emocji między nami. Gdzieś coś w tej codzienności się gubi w gąszczu problemów i zadań do wykonania.

10:23, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 stycznia 2019

Młody znowu ma zapalenie ucha. Wczoraj udało nam się dostać do laryngologa prywatnie. Oczywiście musiałam naruszyć to co udało mi się odłożyć. Wiadomo, takie sytuacje zdarzają się zawsze gdy masz minus na koncie. Pediatra nie była pewna, przyznała że po prostu się nie zna. Z zapaleniem ucha się nie żartuje. Dziecko dostało leki, sytuacja opanowana. Nawet mi tych pieniędzy nie szkoda. Dziś dostalibyśmy się państwowo, ale bałam się nocy. Wiadomo ból ucha to nie jest małe miki. Jeśli mogę zaoszczędzić dziecku cierpienia, zrobię to bez wahania.

W przedszkolu miał być dzień babci, wierszyk przygotowany i babcie umówione. A tu klops. Dobrze, że w niedzielę i dziadek i obie babcie dostały od Maksa prezenty i kwiaty.

Szkoda mi go, bo go wszystko omija, bale, choinki. Ciągle chory. Ciągle siedzi w domu, bawi się sam albo z nami. Niemąż tylko wchodzi w drzwi, nie ma nawet mowy, żeby w spokoju zjadł. Syn już nad nim stoi i woła do zabawy. Trudny los jedynaka. Brat przyjeżdża tylko w weekendy i to dla nich obu za mało, żeby się sobą znudzić.

10:44, ms.blond
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 stycznia 2019

Miałam 6 lat, kiedy mama pierwszy raz zabrała mnie na prawdziwe lodowisko. Wcześniej ćwiczyłam na ślizgawce przed domem i najwięcej na domowej wykładzinie. Kiedy pojechałyśmy pierwszy raz na prawdziwe kryte lodowisko, w mojej głowie jeździłam już po lodzie na Katarina Witt. To były te czasy, kiedy w telewizji oglądało się zawody łyżwiarskie. Uwielbiałam Philippe Candeloro bo robił niesamowite salto w tył.

Pierwszy krok na lód i upadek na tyłek. Brutalne zderzenie z rzeczywistością. Ale miłość do łyżew została zaszczepiona i uparcie ćwiczyłam. Mama zabierała mnie bardzo często pociągiem do dużego miasta gdzie było to wspaniałe kryte lodowisko. Cale dzieciństwo zima to były łyżwy. Potem w szkole jakieś zawody nawet. Pamiętam jak jeździłyśmy z naszym nauczycielem WF-u pociągiem na te zawody. To są takie fajne wspomnienia.

Własne łyżwy mam od lat. W tym roku kupiliśmy także dla niemęża. A babcia w zeszłym roku kupiła młodemu używane. Nadszedł więc ten dzień, kiedy postanowiliśmy zabrać syna pierwszy raz na lodowisko. Bałam się, bo pierwszy raz na basenie to była porażka. Tu nie spodziewałam się niczego innego.

Był trochę wystraszony, niepewny. Prawie płakał, że on chce już umieć jeździć jak inni. Wzięliśmy pingwinka do nauki i trochę się rozchmurzył. A potem naprawdę mu się spodobało. Gdy zeszliśmy ze ślizgawki mały zaczął płakać. Trochę mi zajęło dowiedzenie się co się stało. Zaczęło boleć go ucho. Całą drogę do domu płakał jak syrena okrętowa. W domu dałam mu lek przeciwbólowy i usnął. Sądziłam że temat łyżew został boleśnie zakończony. Spał około 2 godziny. Przebudził się, usiadł na łóżku i powiedział " Mamo, masz bardzo ładne białe łyżwy. Na lodowisku było super"

Także ten...

08:58, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 09 stycznia 2019

Matka strzela jakieś fochy. Często jest tak, że nie do końca rozumiem o co jej chodzi. Schodzę jej z drogi, bo nie mam ochoty na kłótnie. Wracam z pracy, jestem dodatkowo chora, mam okropny katar, który nie daje mi spać, po całym dniu przed komputerem bolą oczy i głowa, jestem zmęczona i ostatnie na co mam ochotę to jakieś fochy. A czeka na mnie dziecko, które chce bym się z nim bawiła, grała w jakieś gry. A ja miałabym ochotę tylko wleźć pod koc i nic nie robić. Nie mam siły nawet czytać. Mama, ewidentnie szuka zaczepki. Czepia się o kwiatka w doniczce, potem znowu o coś.

Szuka powodu do sprzeczki całe popołudnie. A ja jakoś jestem opanowana, osłabiona przeziębieniem, udaję, że nie słyszę i jestem przesadnie miła. Jak na złość...

Naszykowałam niemężowi jedzenie, które zamierzałam wstawić do piekarnika przed jego powrotem z pracy, sama zjadam jakieś resztki z lodówki, po czym zajmuję się dzieckiem.

Kiedy niemąż wrócił, rozmawialiśmy w kuchni, mama przechodziła do łazienki i się wtrąciła do naszej rozmowy. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni. Ewidentnie mama szukała ujścia swoim nerwom. 

Nie, nie daję się w to wciągnąć. Już znam tę grę.



14:45, ms.blond
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 stycznia 2019

Początek roku trochę lepszy niż końcówka. Niemaż trochę wziął się w garść. Złożył mi parę obietnic i mam nadzieję, że na tym się nie skończy i zamieni je w czyn w niedługim czasie. Stracił moje zaufanie i musi mocniej pracować bym mogła znowu powiedzieć, że wszystko jest ok.

Finansowo ten rok skończyliśmy naprawdę nieźle, mimo dodatkowego zobowiązania jakie nam doszło to jakieś drobne sumy udało się nawet odłożyć i to jest ogromny sukces nas obojga.

Nasze postanowienie noworoczne to więcej oszczędzać i zadbać o swoje zdrowie. Musimy porobić badania, sprawdzić parę rzeczy bo kompletnie się pod tym względem zaniedbaliśmy.

Wprowadziliśmy planowanie obiadów. Dzięki za super podpowiedź! W tym tygodniu wydałam zdecydowanie mniej na jedzenie! Jestem z tego dumna. Nie spodziewałam się, że tak prosta rzecz może tyle zmienić. Do tej pory miałam poczucie, że na jedzenie wydajemy jakieś nieprawdopodobne sumy pieniędzy, a chodzenie do sklepu i zastanawianie się "co dziś zrobić na obiad" doprowadzało mnie do szału. Fakt, że umiem zrobić coś z niczego i wykorzystać różne resztki z lodówki na coś fajnego, to mimo wszystko miałam tendencję do kupowania na zapas wszystkiego co możliwe. Zdecydowanie chcę się tego oduczyć. I wiem, że ma to sens.

Dzięki temu, że mam plan na cały tydzień, wiem, że muszę kupić na środę twaróg bo robię leniwe, a na piątek pieczarki i kiełbasę do zapiekanki. To wszystko! To szalone. Dlaczego nie wpadłam na to wcześniej?

09:55, ms.blond
Link Komentarze (1) »
niedziela, 30 grudnia 2018

Końcówka roku mało pozytywna. Paradoskalne. Bo niemąż lepiej zarabia,przestałam pożyczać i nawet zaczynam odkładać drobne sumy. W mojej głowie plan na odłożenie na wkład własny I wzięcie kredytu. Ale to plan na rok dwa. Inaczej się nie da.

Niemąż juz by chciał lecieć wynajmować. Bo się dusi,bo moja matka,bo jego siostra i cała rodzinna kołomyja bo pokój 12 m 2  a  on nigdy nie miał swojej przestrzeni.Znowu wraca wstawiony. Rozumiem jego frustrację ale wybiera najgorsze z rozwiązań. 

Nie mam nawet siły płakać tak jestem rozczarowana. Boli mnie każda część ciała. Zastanawiam się dokąd dążymy i ile jeszcze przetrwamy. Czy to juz pierwsze znaki że czas na rozstanie? 

Wiem czego nie chcę. 

3 lata terapii i po takich zmianach nagle kryzys jakiś upadek? Skąd się w nim to bierze?

Późniejsza rozmowa nie jest łatwa ani miła. Wychodzimy żeby nie kłócić się przy dziecku i matce która też już ma dość. Mało komentuje ale widzę jak jest wściekła.  Ona miała alkoholika w domu. Mnie rozsadza frustracja. 

Niemąż mówi ze ma dość, że go przerasta sytuacja. Chce natychmiast się wyprowadzić. Studzę jego emocje że tak się nie da że nie ma sensu nabijać komuś kieszeni i nadal niemieć  nic.

On jest tak sfrustrowany brakiem mieszkania. Dusi się. Mówi mi różne rzeczy których bał się powiedzieć do tej pory. Źe jego zdaniem za dużo wydaje. Przykro mi się robi bo przecież kilka lat to ja trzymałam to w ryzach ale przyznaję mu rację.  Lepsza pensja spowodowała ze pofolgowalam swojej milości do shopingu. Poza tym za dużo kupuje jedzenia. Mam tendencje do robienia zapasów.

Koniec końców ustalamy że będę odkladać większe sumy i bardziej oszczędnie żyć. Że jedzenie tylko na dzień dwa. On zobowiązuje się iść na spotkanie z terapeutą uzależnień. Myślę że musi przepracować ten problem. Nasza terapeutka juz wcześniej go namawiała ale to nie wyszło. Obiecał spróbować.

Nie mam pojęcia co dalej. Na ile się uda. Wiem że jesteśmy w trudnej sytuacji życiowej że dużo przeszliśmy i sam niemąż ma za sobą ciężkie przeżycia. Doceniam że chce że walczy sam ze sobą że zmiany nie przyszły mu łatwo. Tym bardziej mi żle że poddaje się teraz,kiedy widać jakieś światełko w tunetu.

Chcę już pożegnać ten rok. I stanąć oko w oko z nowymi perspektywami. Czy moja rodzina przetrwa? 

08:35, ms.blond
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31