Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
niedziela, 16 grudnia 2018

Przedarliśmy się przez koszmar sprzątania szafy i ogólnie naszego pokoju. 2 dorosłe osoby plus 5-latek i multum zabawek. Było wyzwanie. Serio. Miałam taki moment kiedy wywaliłam wszystko z szafy i stałam przerażona jak ja to tam upchnęłam. 

Mam tak czasem w pracy, że jak musze zrobić coś czego wyjątkowo nie lubię lub coś co sprawia dużo trudności, to mam taki lęk. Ale gdy już zacznę i docieram do końca to cieszy mnie że się udało i okazuje się że nie było tak strasznie.

Parę worków na śmietnik,coś do oddania innym. Uff. Niemąż trochę się ciskał i nawet się pokłóciliśmy ale do rozlewu krwi nie doszło.

Usiadłam.  Patrzę. Czysto. Jezu jak miło. Jak pięknie.

Jakieś 10 minut.

Dopuki młody nie postawił swoich samochodzików między doniczkami i lampą.i trasa WZ znowu otwarta.

Cóż,życie.

07:36, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 grudnia 2018

Stary miał pracową wigilię. Oczywiście wrócił zawiany. Jezu jak ja tego nie znoszę! Czy dla facetów nic nie może się odbyć bez alkoholu? Każda męska impreza jest suto zakrapiana. I "a co ze mną się nie napijesz", " no to rozchodniaczka", " na drugą nóżkę"  etc.

Może ja po prostu jestem przewrażliwiona.

U moich znajomych mężowie po pracy piją codziennie piwko, dwa. Moje koleżanki nie widzą w tym nic złego. Mam koleżankę, która też pije piwo codziennie po pracy. Cóż...
No u mnie takie coś nie przejdzie. Piwo, wino okazjonalnie, wyjątkowo. Absolutnie nie jest to często, ani w stylu co weekend.

Nie, nie jestem jakąś szaloną abstynentką. W swoim bogatym życiu towarzyskim piłam sporo i zdarzyło się, że przeholowałam. I to nie raz.

Ale przecież przychodzi taki moment w życiu, kiedy ustawiasz priorytety i zdecydowanie nie jest to piwko w sobotę. No ja tak mam.

Mój dom ogólnie był abstynencyjny. W domu się nie piło. Ani na imprezach ani w ogóle. Nie pamiętam, żeby babcia piła alkohol choćby na imieniny. No nie. Mój brat jest abstynentem.

Teraz mamy w domu trochę nalewek własnej roboty, jest jakieś wino, czasem kupuję cydr czy piwo. Ale nadal nie ma niedzielnego obiadu z kieliszkiem wódki.

Alkohol nic nie daje. Tylko i wyłącznie zabiera. Warto to wiedzieć.

15:12, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2018

W sobotę wyjątkowo pracowałam. Niemąż z małym czekali na mnie. Mieliśmy w planie sprzątanie w szafach ale jak weszłam do domu i zderzyłam się z humorem mamusi i jej utyskiwaniami postanowiłam że pojedziemy do Centrum Handlowego do Mikołaja. Młody dostał parę groszy na Mikołajki od swojej chrzestnej i mojego chrzestnego więc stwierdziliśmy że sam sobie coś kupi. 

Czyli tradycyjna ucieczka z domu. Niemąż powiedział że teraz rozumie dlaczego robię wszystko by być poza domem.

Młody zawstydzil się przed Mikołajem i zdziwił siè dlaczego Mikołaj dał mu cukierka a przecież on nie lubi. Swoją drogą skąd Mikołaj miał wiedzieć że jest dziecko które nie lubi cukierków. Mikołaj zawołał nas do zdjęcia i wyszłam jak kupa. Nerwy miałam że nie wciągnęłam brzucha albo nie stanęłam z tyłu. Obiecałam sobie za rok zrobić znowu zdjęcie z Mikołajem i być szczuplejsza.

Wróciliśmy do domu wieczorem. Młody zadowolony ze swojego zakupu , bawił się do samego pójścia spać łącznie z zabraniem zabawki do kąpieli i położeniem koło łóżka na wypadek gdyby w nocy zachciało mu się bawić. Ach,dzieci.

Próbowałam rozmawiać z matką o zamianie pokoi. Nie bo nie. I koniec. Zacięta mina i agresja. I ta sama posągowa poza na kanapie wpatrzona w ekran telewizora.

Mieliście być tu krótko,usłyszałam.  Zabolało. Jestem niechcianym gościem we własnym domu. 

Zapytalam czy uważa że ja tego chcę? I czy lepiej by jej było jeśli bym się wyprowadzila na wynajęte płaciła 1500 zł komuś za wynajem ale nie miała za co nakarmić dziecka? I czy babcia też była dla niej tak okrutna? Bo przecież też mieszklimy z babcią. Przed i po rozwodzie rodziców. Mam wrażenie że mama lubi jak mi jest żle i nie może patrzeć że dziecko ma ojca który o niego dba i sprawdza się w tej roli, że  mimo trudności moja rodzina trwa, że niemąż robi wiele by się zmienić, by żyło nam się lepiej. Milczała.

Poszłam do naszego pokoiku i ryczałam. Niemąż powiedział że wie że jesteśmy tu przez jego błędy i on sam sobie nie może tego wybaczyć. I nie może znieść tej sytuacji  i tego jaka mama jest dla mnie.

Ale musimy jakoś przetrwać. Nie wiem jak długo. Dwa,trzy lata. Pięć? Na tych 12m w małym pokoiku. Zacisnąć zęby i cieszyć się drobiazgami jak wspólne popołudnie z dzieckiem.

Żeby wziąć kredyt na mieszkanie musze mieć wkład własny.  Nie jest łatwo odłożyć kilkanaście tysięcy. Dopiero zaczęliśmy żyć normalnie,dopiero wychodzimy na prostą. Kiedy zaczniemy odkładać?

Czuję się jak w klatce. Nie dziwię się że niemąż pęka. Zdrżenie z konsekwencjami boli. A wybaczenie nie przychodzi łatwo.  Zwłaszcza samemu sobie.

07:14, ms.blond
Link Komentarze (2) »
piątek, 07 grudnia 2018

Kupiliśmy młodemu rozkładany tapczanik. Łóżko, które miał po dzieciakach było niby jeszcze dobre, mógłby spać w nim dobre 2 lata, ale materac ewidentnie mu nie odpowiadał. Nie lubił spać w tym łóżku i w zasadzie częściej uciekał do babci.

Miało to swoje plusy... jeśli wiecie o co mi chodzi... :d

Ale zdecydowanym minusem było to, że spał z babcią a nie w swoim łóżku. Koniec końców zamówiłam tapczanik przez internet, cena bardzo rozsądna a towar porządny.Łóżko oddaliśmy potrzebującym więc jeszcze komuś się przyda.

Nie byłam jednak do końca przekonana, że to w ogóle cokolwiek da. Przewidywałam że zamiast w nowym łóżku, młodzież znowu wyskoczy jak z procy "Idę do babci"

Ale nie! Już pierwszej nocy spał w swoim "dorosłym" łóżku. Kupiłam nową, większą kołdrę i kolejnej nocy też bez zająknięcia poszedł spać do siebie. Nie poznaję dziecka. 

Wczoraj zapytał:

- Mogę iść zobaczyć się z babcią? Ale czekajcie na mnie, bo ja śpię w swoim łóżku.

Nie poznaję syna. Ale co teraz z naszym życiem seksualnym ? :D :D

09:38, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2018

Sufit znowu wali się na głowę. Ja jakoś sobie z tym radzę. Tłumaczę sobie że tak musi być i na razie nic nie zmienię choćbym waliła głową w mur. Jedyne co można to zacisnąć zęby i brnąć dalej.

Niemąż kompletnie się rozsypał. Wrócił do palenia ale na razie mnie oszukuję. Myśli ze nie wiem, wypiera się ale ja już przestałam walczyć. Wiem że znowu pali i już.

Najgorzej bo dziś wrócił pijany do domu. Powiedział że sytuacja go przerasta i nie daje rady. A mnie ciężko od tego wszystkiego. Dlaczego on jest taki słaby?

Tyle zmienił w swoim źyciu,naprostował. Stał się innym człowiekiem.  Sądzilam że jakieś trudy codzienności nie załamią go tak łatwo. A tym jednym głupim wybrykiem cofnął się na start. W mojej głowie rodzą się niepokoje,myśli i lęki.

Co teraz będzie? Czy to tylko chwila słabości? Czy nasze problemy pogrąża go w kolejne kłopoty?

Żle mi to dżwigać.

21:16, ms.blond
Link Komentarze (2) »
czwartek, 22 listopada 2018

Rozchorowałam się poważnie. Wisi nade mną prawdodobieństwo astmy lub alergii. Lub jedno i drugie. Podłamałam się tym mocno. Na razie czekam na wizytę u pulmonologa. 

Puki co walczę z chorobą w domu. Trochę się też przepracowałam i zapomnialam o sobie na rzecz pracy bo przecieź za mnie nikt nie zrobi. Chodziłam chora do pracy i ślęczałam nad dokumentami pokasłując i w końcu moje samopoczucie było już tak złe że zwolnienie było konieczne. Przy okazji złapałam coś od młodego i szczerze mówiąc nie byłam w stanie funkcjonować, spać i normalnie oddychać. Jest lepiej ale jak będzie to nie wiem.

Trochę obwiniam siebie za te moje dolegliwości. Jest ich coraz wiecej i w końcu zaczęłam się bać. Otyłość jaką osiągnęłam  mi nie pomaga. Lekarze od dawna każą mi schudnąć. A ja nie mogłam do tej pory się porządnie za to zabrać. Ćwiczyć w takim stanie płuc nie mogę a jak mogłam to tego nie robiłam. Może dlatego tak się męczyłam i dołowałam ze nie daje rady wiecej? Może za dużo miałam na głowie by umieć skupić się na sobie i poświęcić dla siebie. Nie chcę szukać wymówek. Po prostu nie dawałam rady. Każdy dzień zaczynałam obietnicą że dziś będzie ten pierwszy dzień i kaźdy kończyłam porażką. Naprawdę codziennie! 

Próbuję wrowadzić zmiany do swojego życia. Chce kończyć dzień zadowolna z siebie zamiast sfrustrowana. Nic sobie nie obiecuję. Bo nie wiem ile z tych obietnic zdołam spełnić. Próbuje zabić w sobie ten chory perfekcjonizm i być zadowolona z drobnych sukcesów.  A to wcale nie jest proste.

14:29, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 listopada 2018

Sto lat niepodległości świętowaliśmy rodzinnie.

W południe pojechaliśmy do OSP na śpiewanie hymnu. Było dostojnie i podniośle. Mały był nieszczęśliwy bo nie znał słów hymnu państwowego. W domu próbowaliśmy nadrobić. Moja wina bo nie pomyślałam żeby dziecko nauczyć wcześniej.

Potem pochodem przeszliśmy pod pomnik Piłsudskiego i dzieci zaświeciły znicze białe i czerwone.

Na obiad przyjechał brat i bratowa. Bratanek nie przyjechał bo jego dziewczyna się wstydziła. Dziwna ta młodzież.

Na obiad jakże polskie ruskie pierogi. Nasza rodzinna ulubiona potrawa. Mój brat kocha najbardziej i zjadł chyba że 30 sztuk. Tym bardziej dziwiłam się bratankowi,że wstyd dziewczyny wygrał z ulubioną potrawą.

Na deser zrobiłam brownie z malinami i bitą śmietaną. Trochę mi nie wyszło bo za bardzo się starałam. Jak robię coś na sztukę to mi wyjdzie koncertowo a jak mi zależy to zawsze coś się zepsuje. Ale wszystkim smakowało więc może nie było tak tragicznie. Po prostu nie było tak jak chciałam.

Babcia wyciągnęła pigwówkę i nalała po kropelce. Wyjątkowo naprawdę.

Dzień zakończyliśmy graniem w Monopol i lampką wina. Nawet babcia grała. Kupiłam w Biedrze edycję specjalną na 100 lat niepodległości z polskimi miastami. Dla mnie to powrót do dzieciństwa i gry w Eurobussines. Tyle radości. Niemąż wygrał. Ale babcia grała ostro od początku.

Cieszmy się z wolności. Taka niedoceniana codzienność.

09:04, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 listopada 2018

Za dietę z komisji kupiłam sobie czytnik książek. A tak! A mogłam wydać na życie,paliwo,jajka czy innego kurczaka z Biedronki. Na obiady dla młodego których i tak nie zje, na rachunek za telefon.

A wydałam na to o czym marzyłam skrycie od dawna.Oglądałam po cichaczu i zatapiałam się w marzeniach. Nigdy nie mówiłam na głos że chciałabym bo to fanaberia a my byliśmy w totalnej ciemnej dupie. Bo zawsze jest coś ważniejszego typu buty,kurtka,rata OC czy cokolwiek. Gasiłam wiec to małe marzenie i przynosiłam z biblioteki tony książek. Nadal przynoszę.

W końcu zaszalałam. Po prostu. Nikt nie skomentował:buty sobie kup. Matka nie westchnęła mimochodem że nie mam na co wydawać. Widocznie uznali że mi się należy ta mała chwila radości. Niemąż był równie szczęśliwy jak ja kiedy wyszliśmy ze sklepu. Lubi patrzeć na moją radość.A dla mnie- osoby która czyta książki na setki to jak spełnienie marzeń o orgaźmie wielokrotnym.

Myślę że moja babcia też by się ze mną cieszyła. To ona nauczyła mnie czytać i ona kupowała książki za ostatnie grosze bylebym łykała tej kultury. Mieszkaliśmy naprzeciw księgarni. Bywałam tam codzienie i jak narkoman wdychałam zapach nowych książek. Ta miłość mi została do dziś.

Zrobiłam coś dla siebie i jestem szczęśliwa.

08:17, ms.blond
Link Komentarze (4) »
niedziela, 28 października 2018

Minioną niedzielę spędziłam w komisji wyborczej. 17 godzin tak naprawdę ciężkiej pracy. Do domu wróciłam padnięta i głodna, do stęsknionego dziecka w piżamie, gotowego do snu. Czekał na mamę. Nogi potwornie mnie bolały od szpilek. Co mnie pokusiło żeby założyć buty na obcasie.

Poważnie wydawało mi się że to takie tam siedzenie i tyle. Ale to jest duże wyzwanie i odpowiedzialność. Nie ma miejsca na pomyłki.

Mieliśmy nawet wizytę obserwatorów z Rady Europy. Spory stres ale przecież wszystko było ok,nie było żadnych zmazywalnych długopisów.

W moim mieście będzie druga tura. Więc następna niedziela znowu wycięta z życiorysu. 

06:48, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 października 2018

W domu sytuacja do bani. Jesteśmy chorzy już trzeci tydzień. Tylko niemąż jest zdrowy, może dlatego, że prawie nie ma go w domu, bo długo pracuje. Mają remont w firmie i wszystko stoi na głowie. Wraca do domu i w zasadzie jest nieobecny bo zmęczony zasypia zaraz po zjedzeniu posiłku. Spędzamy z małym samotne popołudnia, gdzie ja czuję jakbym miała za chwilę zejść. A muszę zapewnić dziecku rozrywkę, bo siedząc z babcią cały dzień ogląda TV lub YouTube na tablecie. Już mi wygadał, że babcia zabiera mu tablet jak ja wracam do domu, żebym nie widziała.

Awantura jaką zrobiłam spowodowała, że w domu panuje zima stulecia. Babcia obrażona na całego, nie dostrzega problemu dziecka uzależnionego od TV. Ja dostrzegam. Ale nie sądziłam, że mama mnie oszukuje.

Zdecydowanie lepiej, gdy mały jest w przedszkolu zamiast z babcią. Z miłości krzywdzi dziecko.

Często bywało tak, że wracałam do domu a on po powrocie z przedszkola siedział z tabletem. Czyli siedział już około godziny. Zwykle wtedy jestem ta zła, bo zabieram, bo nie pozwalam, bo on chce. Jest krzyk i płacz.

Mama nie wychodzi z małym na plac zabaw, bo w jej ocenie on sprawia trudności i problemy z powrotem do domu. Więc ja po powrocie z pracy wychodzę na różne spacery, przejażdżki itd. Robię wszystko, żeby uratować moje dziecko przed kochaną babcią. Bo babcia nie wstaje sprzed TV, ogląda non stop.  Nie ma żadnej aktywności, nie spotyka się z koleżankami, nie wychodzi na spacery. Może to jakaś jesienna depresja. Próby rozmowy kończą się trzaśnięciem drzwiami. Nie ma tu pozytywnych emocji. Tylko nerwy bo jak śmiem zwracać uwagę osobie tak nieomylnej jak ona. Tak wszechwiedzącej wszystko.

Ostatnio młody zainteresował się grami. Kupiłam dobble i Corner. Gramy w Grzybki, co mi już bokiem wychodzi. Rysujemy, malujemy, wycinamy.

Jestem zmęczona nieobecnością niemęża. Obiecywał że to ostatni tydzień i że będzie lżej. To co przeżywam, co czuję, nie umiem opisać słowami. Płaczę, cierpię.

Byłam w Banku. Zbieram na wkład własny. Chcę się ratować, mieć cel, który da mi nadzieję. Cokolwiek. Nie poddam się.

14:37, ms.blond
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30