Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
czwartek, 23 lutego 2017

W domu jakby ocieplenie. Nie wpadam w euforię zbyt wcześnie bo wiadomo jak to z moją mamą jest.

Robiłyśmy razem pączki!
Sama zaproponowała. I wyszło nawet fajnie. I normalnie jak kiedyś. I nawet rozmawiała z niemężem. I byliśmy w ogólnym szoku.

08:15, ms.blond
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 lutego 2017

Próbuję utrzymać się na powierzchni. Próbuję emocjonalnie się odciąć od chłodu mojej matki i jej dziwnego zachowania. Chowam się w pokoju i tłumię łzy. Nie rozumiem dlaczego to robi. Czuję się jakbym nagle straciła rodzinę. Jak będą wyglądały święta wielkanocne? Czy zaprosi mojego brata, oni będą jeść to co przygotuje mama, a my w drugim pokoju swoje jedzenie?Dla mnie to takie pozbawione sensu.

Niemąż chodzi jak lew po klatce, jest nerwowy. Wybucha z byle powodu. Trudno mu jest. Głównie dlatego, że nie może się odezwać. Nie jest u siebie jeszcze bardziej niż ja. Czujemy się na intruzi, niechciani goście, którzy przyszli z wizytą i siedzą zbyt długo.

Trudno tłumaczyć dziecku, że nie może napić się TEJ wody bo jest nie nasza. Babcia słyszy jak młody płacze, ale nie mówi - nalej mu. Tłumaczymy, że nasza woda mineralna się skończyła, że może się napić tylko tej z dzbanka. W końcu daje się przekonać kolorową rurką do picia i się uspokaja.

W sobotę mama gdzieś wychodzi i wraca wieczorem. Delektujemy się ciszą, spokojem, pijemy po kieliszku mojej nalewki z pigwy i bawimy się małym kolejką. Kiedy wraca mama ma dobry humor, nawet trochę rozmawia. Przez chwilę zdawało nam się, że może będzie lepiej. Ale w niedzielę słyszę - dlaczego bierzesz mój makaron?

Przez chwilę mnie zatyka. "Mój" był cały zamknięty, potrzebowałam tylko troszkę, dla dziecka. Po co otwierać kolejne opakowanie. Nie sądziłam, że z makaronu będzie afera, nawet nie myślałam w tych kategoriach. Mówię z sarkazmem, żeby zaznaczyła opakowania markerem bo mam trudność z identyfikacją co kupowałam ja a co ona.Odkładam "jej" i otwieram paczkę "swojego". Idę do pokoju i płaczę. Mały nie wie co się dzieje.

I ja też nie wiem co się dzieje.

12:51, ms.blond
Link Komentarze (6) »
środa, 15 lutego 2017

Nie było żadnych Walentynek, kwiatów i serduszek. Nie było świętowania. Szara, brudna codzienność za ostatni grosz. Niemąż wysłał mi sms jak byłam w pracy, nawet wzruszającego, jednak nie wzbudził on we mnie fali miłości, raczej zażenowanie. Co mi po słowach.
Rzeczy matki nie tykam, choćbym miała paść z głodu. Nie pożyczę od niej pieniędzy. Ratuję się makaronem i zapasami w słoikach. Puki syn nie jest głodny jestem spokojna.

Byłam w banku zapytać o możliwość otrzymania kredytu mieszkaniowego przeze mnie samodzielnie. Musiałabym spłacić kredyt który mam obecnie i zgromadzić wkład własny. Czyli moje szanse spadły do zera. Kiedy brakuje na codzienne wydatki jak odłożyć taką sumę? Wróciłam do domu i się rozpłakałam. Niemąż szedł na nocną zmianę, coś próbował powiedzieć, pocieszyć ale nie oczekiwałam zupełnie nic od niego. Chciałam żeby już poszedł do tej pracy.

Nie wierzę, że się zmieni. Jest nieodpowiedzialnym młokosem, wciąż z jakimiś idealistycznymi przekonaniami, oderwany od rzeczywistości. Nic go nie nauczyły porażki życiowe, jest beznadziejnie pewny siebie w sytuacji kiedy ja mam ochotę wyć.

Codziennie mówię sobie, że dam radę. Ale czy dam?

08:58, ms.blond
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 13 lutego 2017

Przykra codzienność. Znowu pożyczam kasę na zakupy. Nadal osobne półki w lodówce, chleb osobno, na gazie milion garnków bo ona sobie my sobie.

- Jak tak będziemy tak gotować to gaz będzie dwa tygodnie - mówię do matki - ale nie ma sprawy.

Nie odzywa się. Siedzi cały weekend w swoim pokoju jak w dziupli. Młody prawie tam nie wchodzi. Ma rodziców tylko dla siebie i wykorzystuje ten czas maksymalnie.
Jedziemy do siostry niemęża. Niemąż się wstydzi, że jeździmy z gołą ręką a tam ciągle coś jemy u nich. Robię więc taniego murzynka z malinami z zamrażalnika. Wychodzi bomba, niemąż zjada jeszcze ciepłe dwa kawałki.
Częstuję matkę. O dziwo bierze. Łakomstwo wygrywa z dumą.

Ona do tej pory nic nam nie proponowała, ja za każdym razem pytam czy je z nami. Jak zrobiła smalec, powiedziała do mnie - kup sobie i sobie zrób. Przykre i bolesne. A moje ciasto bez zastanowienia bierze. Chwilami nie mogę uwierzyć w to co widzę.

Szykujemy się do wyjścia kiedy dzwoni telefon. Starsi państwo chcą kupić kojec dla wnuczki, akurat mamy po drodze, pakujemy i dobijamy targu. Niemąż aż kipi z radości. Te parę groszy znowu nas ratuje. Tankujemy paliwo, robimy zakupy.

Czasem czuję w takich momentach jak babcia gdzieś z zaświatów podaje mi rękę. Zdarzyło się wielokrotnie, że ratunek przychodził niemal znikąd. Kiedy to piszę mam kluchę w gardle i z trudem powstrzymuję łzy.

11:00, ms.blond
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 lutego 2017

Emocjonalnie działam na "stand-by".  Jestem jakby mnie nie było. W pracy zapanował szał na dietę. Wszyscy się odchudzają, wymieniają efektami, są rozmowy o szkodliwości cukru i wchodzeniu na wagę codziennie.

Ja, która najbardziej chyba tego potrzebuję, nie mogę ruszyć z miejsca. Co prawda byłam u dietetyka, ale dieta jaką mi zaproponowano jest droga więc nie mogę jej stosować. Coś tam niby sama działam, ale brak mi zapału, straciłam napęd. Waga nie spada w takim tempie jak innym. Prawda jest taka, że nawet za bardzo o tym nie myślę. Myślę jakby tu przeżyć. Co kupić jak wpłynie pensja niemęża, żeby na parę dni starczyło. Już nie muszę martwić się o mamę, bo ona naszego jedzenia nie tyka, jakby było otrute. Niemąż rano przysyła mi sms "który chleb jest nasz? po prawej czy lewej?". Brzmi niewiarygodnie. A jednak.

 

10:56, ms.blond
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 lutego 2017

Codziennie wstaję i mówię do siebie "dasz radę". Ale coraz mniej w to wierzę.

Moja matka postanowiła mnie "ukarać" i gospodarować osobno. Kara nie kara. I tak ja robiłam 90% zakupów w tym domu. Ona próbuje mi udowodnić, że nie musi jeść, nie musi prać i w ogóle nic nie musi. Gotowanie to dla mnie pestka. I tak ciągle robiłam obiady. Tylko tak idiotycznie brzmi kiedy rano niemąż dzwoni do mnie z pytaniem " który chleb jest nasz?".

Zrobiła gar gołąbków i wyniosła na balkon, żebyśmy nie wzięli. Nie wzięlibyśmy, zrobiłam kotlety z resztek. Niemężowi smakowały. Ugotowałam w niedzielę rosół i zrobiłam spaghetti - standardowy obiad jeśli chodzi o starszego syna niemęża. To wiem, że zje z apetytem i nie pojedzie do domu głodny.

Zaprosiłam mamę. Odmówiła.Siedziała w tej jednej pozycji na kanapie z pilotem. Taka wściekła i okropna. Góra lodowa.

Poprosiłam, żeby nie kupowała więcej ubrań młodemu w sklepach z używaną odzieżą. Żeby nie słyszeć więcej, że ona do nas dokłada. Jak kupiłam dziecku 2 pary spodni w Zarze w bardzo dobrej i dużej przecenie, wyśmiała mnie. Ale to moje dziecko i moja sprawa. Do lumpexu mogę iść sama. I chodzę. Niech nie wydaje pieniędzy i nam " nie dokłada".

Nie pamiętam kiedy wzięłam od niej jakiekolwiek pieniądze. Nie pożyczam nigdy, bo przykro słuchać tych komentarzy. Z każdego jej słowa wyziera nienawiść do niemęża. Że gdyby nie on byłabym kimś, miała o wiele lepszy samochód, pieniądze (które pewnie bym dawała jej) a tak jestem na dnie.
Płacę jej co miesiąc na mieszkanie wyliczoną przez nią sumę, nie utrzymuje mnie w żaden sposób. Moje dziecko jest uśmiechnięte, czysto i schludnie ubrane ( o ile nie wyciera buzi rękawem... :D).

Trudno określić co jest dnem. Na pewno to, że mieszkam z nią. To jest moje dno.

W domu jest gęsto od emocji. Dostaję sms od niemęża że nie daje już rady, że to przekracza jego siły. Moje też. Kłócimy się dużo, ja często płaczę, on się wścieka. Chodzi ciągle na papierosa. Zapisał się na zajęcia ze sztuk walki do naszych znajomych. Policzą nas taniej, znają naszą sytuację. Podoba mu się to. Szukamy odskoczni z tego bagna. Sama już się miotam. Chcę schudnąć, ale dieta mi nie idzie, ten stres mnie dobija, skupienie na walce codziennej odbiera energię na resztę.
On wie, że to jego wina, że sytuacja jest beznadziejna, że ledwo ciągniemy i nie ma szans na wynajem mieszkania, mieszkania socjalnego mi odmówiono bo "mam za dobrą sytuację materialną". No nie daj Boże bym płaciła czynsz! Mieszkania socjalne są dla biednych!

Nie wiem czy to przetrwamy, czy udźwigniemy te problemy, czy niemąż się podniesie z tej depresji, braku sił, braku wiary we własne siły i zwalczy swoje słabości. Ciągle mówi, że jest nic nie wart, że nic mu nie wychodzi, że jest spisany na straty. I ciągle popełnia błędy. Nie wiem czy nasz związek przetrwa to wszystko.Czy ja przetrwam.

15:02, ms.blond
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Wczoraj mój syn powiedział pierwszy raz "Kocham cię"!

Uczucie jakby słońce wlało się prosto w twoje serce.

Leżeliśmy i wygłupialiśmy się, dałam mu buziaka w miękki policzek i powiedziałam "kocham cię synku".
Wtedy spojrzał na mnie i powiedział "kotam mamo" :) Drugi raz wyszło już pięknie "kocham cię mamo".

W ten okropny dzień, kiedy byłam naprawdę smutna, zła, rozczarowana stała się taka wspaniała rzecz. I pomyśleć, że kiedyś sądziłam, że jestem tak beznadziejną matką, że mój syn nigdy mi tego nie powie...

08:26, ms.blond
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 stycznia 2017

Wywołam ostatnio sporą ilość zdjęć z ostatniego roku. Nasz wyjazd do Wrocławia,urlop w Karkonoszach w rodzinnych stronach matki,urodziny Maksa i różne codzienne.

Na fotografii jesteśmy tacy szczęśliwi,zakochani,super rodzinka. Na zdjęciach utrwalone najpiękniejsze momenty,radość,relaks,szczęście. No kto robi zdjęcia jak się kłoci, jak wyrzuca z siebie wszystkie żale,jak jest wściekły na tą drugą stronę,jak dziecko jest nieznośne?

Na zdjęciach nie ma drugiej strony medalu.

Niemąż nie poszedł dziś do pracy bo stwierdził że źle się czuje. Po prostu mu się nie chciało i tyle. Wścieklam się. Powiedziałam parę gorzkich słów. Obraził się.

Jestem zmęczona. Związkiem, tym jak wygląda moje życie,swoim zlym nastrojem, wieczną krytyką matki,mieszkaniem z nią, wieloma rzeczami jeszcze. Jestem rozczarowana i czuję się oszukana. I nie jestem szczęśliwa.

On próbuje mi wmówić że on się zmienia,że będzie lepiej. Ale ja widzę że jemu się nic kompletnie nie chce a co tu mówić o staraniu o zwiazek. Nie docenia ani mnie ani tego że jesteśmy razem.

Wiem,jestem furiatka,jestem apodyktyczna i chcę rządzić,wiem ciężko mi dać mu przestrzeń i popełniam wiele błędów. 

Ale to on mi odebrał wiare,nadzieję,radość. To przez niego i jego postępowanie jesteśmy w tak cholernie trudnej sytuacji.

Co z tego że on żałuje. Żal nie splaci dlugów i nie kupi mi mieszkania. Żal mnie nie przytuli i nie sprawi że znowu zaufam. Żal nie wykarmi dziecka. Żal nie wróci mi radości z życia.

Młody właśnie się budzi. Mój jedyny promyk słońca na tym niebie pełnym chmur.

09:05, ms.blond
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 23 stycznia 2017

W sobotę niemąż poszedł na nocną zmianę do pracy. A ja postanowiłam zrobić sobie relaksujący wieczór w domowym SPA. Tak mało myślę o sobie, nie dbam o swoje własne potrzeby.

Gorąca relaksująca kąpiel, manicure,lampka wina i książka. Taki był plan.

Kąpiel oczywiście była, manicure zrobiłam ale nie miałam siły pomalować paznokci. Książka okazała się totalnym gniotem i zepsuła mi całą radość, a po lampce wina zrobiło mi się tak błogo, że usnęłam po 21szej.

:)

Następnym razem będzie lepiej.

08:34, ms.blond
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2017

Sanki z tatą i mamą.Wyzwanie. Młody wsiada na sanki, za chwilę wstaje, rządzi, którędy mamy iść. Po 5 minutach mam dość.

Siedzi, idziemy ze 100 metrów spokojnie. Ojciec ciągnie sanki. Młody widzi gładki połeć śniegu, nie zniszczony żadnym ludzkim butem.

- Śtój tato!- wrzeszczy jakby stało się coś bardzo ważnego.

- Lękę - mówi do mnie, żebym pomogła mu wstać z sanek. I w te pędy w ten śnieg. No jasne przecież. Wpada po uda. Śmiać mi się chce z jego zaskoczonej miny.

- Na ponoc, na ponoc! Tato! Mamo! - krzyczy nie mogąc się wydostać.

Śmieszny jest. Upierdliwy do granic ale śmieszny.

08:17, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20