Kategorie: Wszystkie | kuchnia malucha
RSS
wtorek, 20 czerwca 2017

Tak sobie mówię, że kiedyś będzie lepiej. Że przyjdzie czas, że zaśmieję się z tego co mnie teraz dręczy, że będę opowiadać to jak dobry żart. Tak jak teraz opowiadam o  rozterkach miłosnych z lat nastoletnich. Śmiać mi się chce, a kiedyś to było jak koniec świata. Teraz to sobie myślę: "trzeba się było cieszyć z wolności a nie płakać" :D

Problemy dzisiejsze trochę inne, ale może kiedyś będzie mnie to śmieszyć.

Przecież jestem zdrowa, młody zdrowy, niemąż zdrowy. Co ważniejsze ponad to? Nic.

A że brakuje kasy, a że między nami nie tak, a że nie ogarniamy rzeczywistości to może kiedyś będzie śmieszne? Chcę, żeby tak było. Chcę obśmiać te problemy. Uciec od nich. A nie chodzić struta, zamyślona. Nie przekraczać progu mieszkania po pracy i wpadąć w złość.

Nie umiem uciec od problemów. Są. I nie umiem się cieszyć. Bo jest do bani. Bo mi źle. Smutno. Samotno nawet. Bo sobie nie radzimy. Bo poziom stresu wywala w kosmos. Jego i mnie. I choć się kochamy to wszystko jest nie tak.

13:47, ms.blond
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 czerwca 2017

Podobno są tacy, którzy na wyjazdach z dziećmi odpoczywają...Podobno.. Bo ja takich nie znam.

Weekend u rodziny. Z nadaktywnym trzylatkiem. Powodzenia. Jeśli są na miejscu jakieś dzieci i się wspólnie zabawią to może chwilę posiedzisz, jak są starsze to może przypilnują i zajmą twoje młode czymkolwiek. Ale nie licz na to, że dziecko zje jakiś posiłek.

Moje przez dwa dni pobytu zjadło kromkę z dżemem, który zabrałam przezornie z domu, 3 łyżki rosołu i pół banana. Czym żył? Atrakcjami. Ledwo chodził. Był blady ze zmęczenia ale nie miał czasu usiąść, zjeść, napić się. Tyle atrakcji na wsi. Zwierzęta, dzieci, trampoliny i piłki.

Na dwa dni z dzieckiem jedziesz jak na dwadzieścia. Torba ciuchów na milion ewentualności, butów bo jak przemoczy, majtek bo jak posika. Coś na komary, na gorączkę na nie wiadomo jeszcze. Zapomniałam o torbie ukochanych zabawek, których i tak potem nie tknie bo na miejscu jest masę ciekawszych rzeczy, rowerze i piłce.

No i jasiek do spania. Ale to już dla matki :D

I kiedy idziecie głównym deptakiem, ze łzami w oczach spoglądasz na ogródki przed restauracjami, gdzie ludzie się relaksują. Bo wiesz, że nie ma szans, że usiądziesz na 5 minut. Chyba, że na zmianę. Bo właśnie biegnie, bo zobaczy balon, bo "ja nie będę siedział, ja chcę pobiegać", bo o tam, dalej jest coś ciekawszego.

Żeby tak na chwilę. Masz telefon, obejrzyj bajeczkę, mama i tata coś zjedzą, napijemy się coli? Chcesz? Normalnie dałby się pokroić, przychodzi i prosi " mamo ja kocham tefona, das mi tefona plose?" A jak chcesz niewychowawczo dać i mieć bagatela parę minut wśród ludzi to nie on nie chce, bo on musi biec ...

I patrzycie na siebie z tym wzrokiem, którego nie trzeba tłumaczyć. Ech czasy...

I mówisz: "to chodźmy na lody". Ale on akurat teraz lodów nie chce, bo by chciał po prostu poganiać, dotknąć tego świata, posmakować. I wdech i liczysz do stu.

I pakujesz do auta rozwrzeszczane bo on nie chce do domu. I jedziesz a on nie śpi całą drogę by usnąć 10 minut od domu. I masz chęć strzelić sobie w łeb.

Fajnie było. Prawda, super. Podobało ci się. Tak. Mnie też. Musimy częściej. Młody był taki szczęśliwy prawda.

Rodzicielstwo. Ten poziom.

 

Boję się wakacji.

13:59, ms.blond
Link Komentarze (2) »
środa, 07 czerwca 2017

Relaksuje mnie gotowanie. Uspokaja. Gdy jestem zła upieczenie placka pozwala mi się skupić na czymś innym, oderwać.

W złości oczyszczam lodówkę z resztek i wymyślam potrawy.

I tak dziś po kłótni z niemężem upiekłam ciasto z budyniem i truskawkami,zrobiłam koktajl który wcisnęłam młodemu i babci i sałatkę jarzynową. Usiadłam i jestem spokojniejsza.

Jeść mi się wcale nie chce.

18:17, ms.blond
Link Dodaj komentarz »

Dostaliśmy się do przedszkola!

Tak tak. Udało się. Oczekiwanie na wyniki rekrutacji było dla mnie tak stresujące jak nawet matura chyba nie była.

Teraz mam jeszcze większy stres. Jak to będzie. Czy będzie płakał, jak leżakowanie, które dla mnie osobiście było traumatyczne, czy cokolwiek będzie jadł skoro w domu prawie nie je, czy dzieci go polubią, czy nagle będzie przynosił do domu brzydkie wyrazy i nauczy się bić innych. Czy będzie wołał za potrzebami czy będzie moczył majtki.

Masa pytań, które zadaje sobie każda matka przedszkolaka.

11:02, ms.blond
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017

Młody złapał kleszcza!

Na samą myśl cierpnie mi skóra.

Byliśmy na rodzinnej imprezie. Restauracja blisko lasu, masę miejsca do zabawy dla dzieciaków i taki finał.

Młody spędził 99,9% czasu na dworze. Nie zjadł kompletnie nic z zaproponowanego menu. Nie miał czasu. Postanowiłam wcisnąć mu chociaż kromkę chleba z masłem. Złapałam go gdzieś między piłką a bańkami mydlanymi. Patrzę, kropka za uchem. Patrzę, kropka ma chyba nogi. O Boże!

Lecę po niemęża, konsternacja przy stole. Niemąż ogląda. Tak, to kleszcz. O matko, mnie się robi słabo. Decydujemy, że jedziemy na pogotowie. Ja tego nie umiem wyjąć, boję się Boreliozy, zapalenia mózgu i wszystkiego co może przyjść do głowy. Chce mi się płakać.

Żona kuzyna niemęża bierze sprawy w swoje ręcę. Zgrabnie usuwa delikwenta, który w zasadzie jeszcze nie zdążył się zagnieździć a miejsce dezynfekuje alkoholem. Uspokaja mnie, że szybko zauważony, że nie zdążył nawet się wpiąć i że trzeba obserwować miejsce za uchem. Jeśli się zaogni biegiem do lekarza.

Nie mogłam się uspokoić. Niczego się tak nie boję jak kleszczy. Miejsce za uchem ledwie różowe, praktycznie niewidoczne. Ja wiem, że to tam, to widzę. Niby nie ma powodu do niepokoju a jednak jestem niespokojna.

14:42, ms.blond
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 czerwca 2017

Moje dziecko zaczęło nagle mówić po angielsku. Wszędobylski youtube wdarł się w nasze życie i zasiał to ziarno. Zaczęło się od kolorów, liczenia i kilku pioseneczek. A my pociągnęliśmy temat. 

Niemąż 7 lat mieszkał w UK, ja od zawsze miałam zdolność do języków i obiecaliśmy sobie że będziemy szlifować rozmówki. Ale nigdy nam nie wychodziło. Młody nas zmobilizował. W zasadzie to on teraz nas zmusza żebyśmy rozmawiali z nim po angielsku. Trafiło na podatny grunt. Po mamusi :-) On to kocha. Czasem do przesady.  Pamięć ma świetną,szybko łapie słówka. Dużo wymyśla sam i mamy z tego ubaw. A ostatnio w sklepie wprawił w konsternacje ludzi wybierając batonika w języku angielskim i dziękując po kolei mnie tatusiowi i pani kasjerce. Dał popis a ja czułam się głupio.

Dla rodzin dwujęzycznych to pewnie normalne czy polaków mieszkających za granicą. Ale my mieszkamy tu w polsce.

Zaskakuje mnie to dziecko każdego dnia.

07:56, ms.blond
Link Komentarze (1) »
środa, 17 maja 2017

Maj jest dla mnie raczej trudny. Napięcie komunijne na szczęście już opadło. Panująca chora w mojej ocenie opinia, że ojciec chrzestny to powinien rzucić się kasą jest okropna. W naszej trudnej sytuacji próbowaliśmy znaleźć złoty środek. Kolczyki, jakieś pieniążki i słodki bukiet. Młoda zadowolona, kolczyki okazały się strzałem w 10, bo były w kształcie ulubionych zwierzątek a słodki bukiet został od razu napoczęty.
Pogoda dopisała, dzieciaki się wyszalały. Był z nami starszy syn niemęża i nawet usłyszałam od niego, że ładnie wyglądam. Wow! To był naprawdę komplement. No już pomijając mojego własnego synusia, który powiedział "O, mamusiu jesteś fajna".

A my zostaliśmy bez kasy. Na szczęście pieluchy odchodzą w zapomnienie. 3 tydzień nie kupowałam zapasu, co zdecydowanie dało się odczuć. Młody radzi sobie coraz lepiej choć nie brak wpadek, głównie poza domem. Wczoraj z placu zabaw wracał z mokrymi spodenkami. Pieluchę zakładam mu puki co tylko na noc, ale i to już za chwilę opanuje. Jestem z niego naprawdę dumna.

Niemąż dostał umowę na firmę i zaczął chodzić na nadgodziny. Zaskoczył mnie swoim zapałem. W tym tygodniu znowu się zapisał. Coś się zaczęło w nim zmieniać, ale boję się go chwalić.

Matka ma jakiś okropny czas. Przychodzę do domu i na jakieś moje pytanie słychać "czego?".Nie potrafi być miła. Jest nieprzyjemna i parę razy po prostu sytuacja mnie przerosła i płakałam w kącie. Napięcie sięga zenitu. Brak kasy, lawirowanie by przetrwać i jeszcze wracasz do domu i słyszysz jaka jest zimna, oschła i niemiła.

Marzę o urlopie.



09:13, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 maja 2017

Odpieluchowanie mnie wykańcza. Puki co walczymy tydzień i idzie jak po grudzie. Koleżanka pocieszyła mnie,że jej córka załapała po 11 dniach. Tracę cierpliwość i momentami już tracę też nadzieję. Pralka chodzi jak opętana. Dobrze że mam zapas bielizny na zmianę. Ale kanapę czeka pranie.

-Choć synku,siadaj na kibelek-zachęcam.

-Nie ma sensu mamusiu.-skwitował mnie syn a mnie zatkało.

 

09:30, ms.blond
Link Komentarze (3) »
piątek, 05 maja 2017

Majówka minęła niespiesznie. Nigdzie nie byliśmy. Był u nas starszy syn Niemęża. Chłopaki się bawili, kłócili, nudy nie było. Szkoda, że pogoda do bani.

Korzystaliśmy z obecności w domu i od majówki trenujemy z nocnikiem. Nie jest tak źle jak sądziłam, że będzie, ale trwa to o wiele dłużej niż sądziłam. Jest duży opór i płacz, osikane jest wszystko co możliwe a ciuchy zmieniam jak w kalejdoskopie. Plus jeden - od końca kwietnia nie kupiłam pieluch.
Z pierwszej 2ki na nocnik cieszyliśmy się jak dzieci. Wariactwo. Tylko rodzic zrozumie rodzica w tym względzie :)

Młody dostaje naklejki i zbiera na jakiś super prezent. Zachęcam go, chwalę, ale on uparcie twierdzi, że nie będzie wołał.

Z drugiej strony boję się co zrobię jak już uzbiera... Będzie trzeba spełnić obietnicę :) Chyba, że wyrobi się do dnia dziecka, to upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Taka jestem przebiegła :D

Ile to jeszcze potrwa? Telefony do domu są w stylu: "zrobił? ile razy go przebierałeś?"

13:25, ms.blond
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 kwietnia 2017

Mam teraz niełatwy czas. W naszej sytuacji, kiedy wszystko jest wyliczone co do grosza, że balansuję tak, żeby wystarczyło, żeby rachunki popłacić bez zaległości, żeby do przodu, każdy najmniejszy nieplanowany wydatek to koszmar, który wprowadza chaos.

Po pierwsze niemąż ma kłopoty z zatokami, nosem. Miał tomografię, bierze leki, na które wydałam dużo, ale od efektów leczenia zależy czy będzie musiał mieć zabieg, operację.

Po drugie zaostrzenie alergii u młodego. Stres pierwszego świadomego pobrania krwi żylnej. Słyszał go chyba cały szpital. Dziecko ma teraz uraz i panicznie boi się lekarza. Co do tej pory było nie do pomyślenia, bo synek uwielbiał chodzić do swojej pani doktor. Czy to minie? Zwłaszcza, że mamy kolejne skierowanie na badanie krwi żylnej i jestem chora na samą myśl. Na leki i emolienty wydałam krocie a i tak nie zrealizowałam wszystkich recept. Kolejne testy, wizyty u specjalistów. Mieliśmy moment paniki, bo pani doktor bała się, że to objawy choroby krwi, ale morfologia wyszła dobrze co przyjęliśmy z ogromną ulgą.

Długi się piętrzą, za chwilę komunia chrześnicy, na którą de facto nie mamy pieniędzy.

W tym miesiącu jak na złość też miałam kolejną ratę OC. Płacz i płać. Nie ma wyjścia.

Zapożyczyłam się gdzie mogłam. Niemąż poszedł malować u sąsiadów. Każdy grosz się liczy.

Jedna maleńka kropka radości na tym bezkresie problemów. Niemąż dostał umowę na firmę, a nie przez agencję pracy. To była dla nas wielka niespodzianka i powód do radości. No i będę miała swoją kartę multisport i będę chodzić na siłownię lub fitness. To wielka radość dla mnie. Ciągle nie było mnie stać żeby iść na zajęcia. A teraz będę mogła to robić do woli :)

08:26, ms.blond
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22