Blog > Komentarze do wpisu

Urlop z dzieckiem

Urlopu potrzebowaliśmy jak kania dżdżu. W góry jechaliśmy spięci,zdenerwowani. Ja prowadziłam a niemąż z tylnego siedzenia wściekał się że on nie może. Darł się na mnie,pokrzykiwał. Kłóciliśmy się okropnie i ze dwa razy mieliśmy zawracać. 

Ale dotarliśmy. I było fajnie. I odpoczęłam. /Na ile można odpocząć przy humorzastym nadaktywnym trzylatku.../ I jedliśmy pysznego pstrąga i kwaśnicę taką że hej. I kąpaliśmy się w potoku i zrobiliśmy masę kilometrów na pieszo. I było uroczo. Tak jak oboje lubimy. Nawet były romantyczne chwile. I wydaliśmy trochę za dużo jak na nas. Ale niestety ceny czasem są jak z kosmosu.

Nabrałam ciepłych rzeczy,bo kto się spodziewał że po takim paskudnym lipcu nastąpi upał 34 stopnie? No kto? I żadnego kremu z filtrem. Jak kupilam to już było po balu. Pierwszego dnia spiekliśmy się aż nam skóra schodzi. 

Wracaliśmy zrelaksowani,uśmiechnięci,opaleni /aż za bardzo/ i w ogóle sielanka. Babcia stęskniona za wnusiem i nawet za nami

Jeden problem zabraliśmy ze soba i przywieźliśmy do domu. Punkt zapalny- trzyletni niejadek. Ja jestem za nerwowa. Ja nie umiem spokojnie patrzeć na to wszystko. I się kłócimy. I sielankowy urlop prysnął jak mydlana bańka.

Nagotujesz i bach i rzyg. I próbujesz z czymś innym. I caly dzień chodzenia,pływania i innych atrakcji a on nie tknie nic. On może całe dnie o kromce chleba. A żeby zjadł coś na ciepło,mięso,cokolwiek to można szału dostać. To jest jedyne dziecko jakie znam które nie lubi frytek, pizzy i innego świństwa. Nie lubi nawet słodyczy jakoś szczególnie. Nie je ziemniaków,klusek,sosów,zup,kotlecików, praktycznie nic nie je. Czerpie energię ze słońca i rodziców. Wysysa wszystko do kości. Mnie już nerwy puszczają. A oni się pieszczą z nim. 

I te rady-a spróbuj mu dać to a to,a ugotuj mu taką potrawę. Ludzie! Ja świetnie gotuję. I jestem w stanie mu naprawdę ugotować różności. Tyle że to na nic. Ciągle próbuję. Nie i koniec. I odruch wymiotny. I fochy. I każdy obiad go stres. I nie chcę przy tym być. A oni że daj mu będzie jadł. A kończy się jak zawsze.

Czuję się beznadziejną matką.

 

sobota, 05 sierpnia 2017, ms.blond

Polecane wpisy

  • rekordy grudniowe

    Młody idzie na rekord. Cały tydzień przechodził do przedszkola! Za tydzień mamy alergologa, więc od poniedziałku przezornie go nie puszczę do przedszkola, bo si

  • Byle do przodu

    Miałam ostatnio taki mocno intensywny czas pod względem zawodowym. Skutkuje to zmęczeniem i brakiem energii. Nigdy o tej porze roku nie miałam tyle pracy co ter

  • Czy te katary się skończą?

    Zastanawiam się czy te choroby się kiedykolwiek skończą. Młody po spędzeniu 3 tygodni w domu i dwóch antybiotykach poszedł do przedszkola. Bałam się jak cholera

Komentarze
2017/08/05 07:48:36
Ms. blond- nie czuj się beznadziejną matką. Po prostu takie dzieci bywają, sama znam- choćby moja siostrzenica. Jeśli nie wynika z tego problem zdrowotny, to nic nie poradzisz. Podobno dziecko je tyle ile potrzebuje i z własnej woli się nie zagłodzi. Nic mądrego Ci nie poradzę, bo tu nie ma dobrych rad, ale przynajmniej powspieram wirtualnie. Trzymaj się
-
2017/08/05 12:03:16
Mój starszy syn przez kilka pierwszych lat prawie nic nie jadł. Póki była butelka to raz dziennie jakąś kaszę albo kęs kanapki. Kilka razy próbowałam coś w niego wmuszać ale kończyło się rzygiem. A potem nawet nie wiem kiedy mu przeszło,jakoś z czasem zaczął coraz więcej jeść. Ale to dopiero w okolicach pójścia do szkoły.
Myślę,że tak jak mówi Aga (a ona się zna :-) jak nie choruje to nie martw się tak bardzo, taki już jest.
-
2017/08/05 12:03:36
Mój starszy syn przez kilka pierwszych lat prawie nic nie jadł. Póki była butelka to raz dziennie jakąś kaszę albo kęs kanapki. Kilka razy próbowałam coś w niego wmuszać ale kończyło się rzygiem. A potem nawet nie wiem kiedy mu przeszło,jakoś z czasem zaczął coraz więcej jeść. Ale to dopiero w okolicach pójścia do szkoły.
Myślę,że tak jak mówi Aga (a ona się zna :-) jak nie choruje to nie martw się tak bardzo, taki już jest.